Val Daone raffting

W poszukiwaniu kryształowych ścian w Val Daone

Złombol 2015 – Żukiem w Alpy

Przejazd Żukiem przez przełęcz Stelvio

Nocleg na dziko?

Wyproszeni z campingu (zbiorowa kara, która dotknęła wszystkich złombolowiczów) musieliśmy znaleźć schronienie gdzie indziej.  Jako, że w tym roku nastawiliśmy się głównie na obcowanie z naturą wybór padł na góry w okolicach miejscowości Val Daone. Na parkingu w deszczu spakowaliśmy Żuka i ruszyliśmy przed siebie. Można powiedzieć, że w tym roku deszcz towarzyszył nam prawie codziennie, więc stał się ósmym pasażerem Żuka. Cóż. Giers w ciągu kilku godzin dowiózł nas na miejsce. Jeszcze musieliśmy znaleźć kawałek terenu na rozbicie naszego obozu. Zazwyczaj szukanie noclegu „na dziko” zajmowało nam trochę czasu. Np. w Norwegii bywało tak, że 2 godziny jeździliśmy po okolicy, aby znaleźć właściwe miejsce na rozbicie namiotów. Tym razem także trochę krążyliśmy, aby znaleźć miejsce, które zadowoli wszystkich. Wjeżdżaliśmy coraz wyżej i wyżej. A im wyżej tym na zewnątrz była coraz niższa temperatura. Bywały piękne miejsca po trasie, ale mieliśmy wątpliwości czy Żuk wjedzie po takiej drodze.

żuk

Królem przypału stał się nasz kolega z ekipy. Nie wiem co inna osoba musiała by zrobić, aby mu ten tytuł odebrać. W jednym miejscu, które rozważaliśmy na nocleg był rozbity namiot. Po chwili stwierdziliśmy, że raczej to nie jest namiot tylko  płachta narzucona na jakiś stos kamieni czy czegoś innego. Kiedy kolega wyskoczył z Żuka, aby sprawdzić co to jest i czy możemy się tu rozbić zauważyliśmy kubek i sztućce koło tej konstrukcji. Próbowaliśmy go zatrzymać ale on już w tej chwili przybierał pozycję żaby i przymierzał się do skoku na ten jak się okazało namiot. No i wskoczył. Raczej nic nie zostało uszkodzone. Na szczęście nikogo w środku nie było. Nie wiem jakbym się zachowała gdyby nagle jakiś potwór wskoczył na mój namiot.

alpy 9

Jadąc jeszcze wyżej trafiliśmy na duża polanę z małym jeziorkiem, gdzie pasły się konie i było trochę ludzi. Zauważyliśmy także kranik z którego leciała woda. Znaleźliśmy wszystkiego czego potrzebowaliśmy. Doszliśmy do wniosku, że camping to jest dopiero luksus. Nocleg „na dziko” jest taką małą przygodą. Wyobraźcie, że na campingu macie dostęp do prysznica, toalety, nawet do wifi. Z pewnością można bardziej czuć się bezpiecznie na terenie campingu, niż gdzieś po środku niczego. Postanowiliśmy na dwie noce zapomnieć o tych luksusach i cieszyć się ładnym miejsce, który wybraliśmy na nocleg. Tak długo zbierałam się, aby zrobić zdjęcie miejsca, gdzie spaliśmy, że nie zrobiłam go w ogóle. Ale za to Giers czuwa nad tym, żeby była pełna relacja fotograficzna.

Gdzie podziały się lodowe wodospady?

Warto wspomnieć dlaczego wybraliśmy okolice Val Daone na nasz kolejny przystanek. Pomijam to, że był stosunkowo blisko raftingu na który byliśmy umówieni w piątek w Val di Sole. Zaciekawił nas wodospad, który jest zamarznięty (naiwniaki). Także dzień później po przyjeździe zaczęliśmy na mapie szukać naszej, wyjątkowej atrakcji turystycznej. Wskazówką powinno już być to, że wcześniej nie mogliśmy ani na mapie ani za pomocą GPS namierzyć tego miejsca. Pojechaliśmy tam, gdzie nam się wydawało, że to może być. Niestety nie było. Zaczęliśmy brać pod uwagę to, że mimo, że było strasznie zimno w tym miejscu (według mnie) to nadal mamy lato, więc wodospad niekoniecznie musi się znajdować w postaci zamrożonej. I tak oczywiście było. W okolicach Val Daone znajduje się około 136 wodospadów, które nazywają się kryształowymi ścianami. W lato prezentują się zjawiskowo. Widzieliśmy około trzech wodospadów, a jeden gdzie mogliśmy spać zrobił na nas najlepsze wrażenie. W zimę poza tym, że było by jeszcze zimniej wodospad ten zamienił by się w prawdziwą kryształową ścianę, która jest idealna na ice climbing. Wspinaczki po lodzie są bardzo popularne w tym regionie i jestem pewna, że robią wrażenie nawet jeżeli jest się tylko obserwatorem. Myślę, że warto było by tam wrócić w jakąś zimę lub znaleźć miejsca bliżej Polsce, gdzie można podziwiać takie zjawiska.

złombol

Góry i niedźwiedzie

Zamrożonych wodospadów nie było, ale była wycieczka po okolicy. Pierwsze miejsce, które wybraliśmy podobno było sprzyjające dla niedźwiedzi. Żadnego nie udało nam się spotkać, ale trasa również nie była porywająca. Nie mówiąc już o deszczu. Po krótkim czasie zdecydowaliśmy, że zwijamy żagle i wracamy w okolice campingu, aby wejść na inny szczyt, gdzie znajduje się jezioro. Tym razem nie nastawialiśmy się na lodowe jezioro:)

val daone

val daone 4

złombol4

złombol 2

złombol 5

złombol 6

Pochodziliśmy po okolicy nie zdobywając jednak żadnego szczytu ze względu na czas. Żałowaliśmy, że nie możemy zostać dzień później, bo od ludzi spotkanych na trasie dowiedzieliśmy się, że kilka godzin od nas znajduje się bardzo ładny wodospad. Po podziwianiu zachodu słońca przyszedł czas na ognisko i kolejną, zimną noc.

alpy

włochy 12

włochy 11

Wnioski po mroźnych nocach w górach

Po deszczowym wieczorze w Austrii zrozumiałam, że spodnie przeciwdeszczowe powinny stać się obowiązkiem na takich wycieczkach. Nie mówiąc już o komforcie, suchych ciuchach i cieple. Po dwóch, zimnych, bardzo zimnych nocach w górach zrozumiałam, że mój śpiwór jednak nie jest tak ciepły i fantastyczny jak myślałam. Nawet spanie pod dwoma śpiworami nie dawało rady. Nie sądzę, że kiedykolwiek miałam tyle ubrań na sobie. Włącznie z rękawiczkami. Nie wspomnę już o folii NRC, którą także się przykryliśmy. Nawet zapach ogniska na naszych ubraniach w których spaliśmy nie przeszkadzał. Wniosek jest taki, że przed kolejnym wyjazdem w miejsce, gdzie temperatury będą niskie koniecznie muszę mieć lepszy ekwipunek do spania. Te dwie noce przebiły noce w Norwegii, nawet te pod lodowcem. Nie tylko nie wyspaliśmy się, ale budzenie się co jakiś czas z zima również nie należało do przyjemnych. Dobrze, że następnego dnia musieliśmy wstać z rana. Prawdziwe zbawienie. Osoby, które miały turbo ciepłe śpiwory budziły się nawet spocone. Szczęściarze. Ciężko mi to sobie wyobrazić.

włochy 4

włochy 3

val daone 6

val daone 5

Rafting w Val di Sole

Rok temu w Andorze mieliśmy zarezerwowany rafting, czyli spływ pontonem górką rzeką. Plany pokrzyżował nam Żuk, który się zepsuł. Zamiast szaleć w pontonie szaleliśmy pod Żukiem. W tym roku miało być inaczej i było. Mnie już nie martwiło to, że sobie nie poradzę. Zastanawiałam się jak bardzo będzie zimno i czy dam radę to znieść.

Dojechaliśmy na miejsce raftingu w Val di Sole sporo przed czasem. Jednak w Val di Sole można robić coś więcej, niż tylko jeździć na nartach. Pogoda dopisywała, więc i mój entuzjazm rósł. Okazało się, że nie będzie tak źle, bo dostaliśmy pianki, kurtki i kamizelki ratunkowe które dodatkowo grzały. Później po intensywnym wiosłowaniu było nam gorąco, nawet po kąpieli w zimnej rzece.

Zawieźli nas w odpowiednie miejsce i wytłumaczyli zasady, czyli kto kiedy wiosłuje itp. Trochę tego było, przynajmniej dla mnie. Patrząc na rzekę, którą mieliśmy płynąć chłopaki stwierdzili, że jest całkiem płytka i spokojna. Ja byłam zadowolona. Jednak rzeka w trakcie spływu pokazała co potrafi. Nie wiem czemu, ale miałam inne wyobrażenie po raftingu. Kilka lat temu jeszcze w harcerstwie zabrali nas na spływ, który trwał kilkanaście minut. Wiosłować nie musiałyśmy, rzeka była bardzo rwąca, a tempo zawrotne. Myślałam, że i tym razem też tak będzie. No i było trochę inaczej.

Wiosłować trzeba było praktycznie przez cały czas, nie siedzieliśmy w środku pontonu, tylko na krawędzi, ale rzeka nie była taka rwąca i szybka jak wtedy. Na początku pomijając to, że nie wkładałam dużo siły w wiosłowanie kurczowo trzymałam się sznurków, żeby nie wypaść. Z każdą minutą było coraz ciekawiej i strach odchodził. Zdecydowanie polecam każdemu takie doświadczenia. Nie trzeba od razu wybierać zaawansowanych tras. My wybraliśmy kolejną trasę zaraz po tej podstawowej i jak na pierwszy raz był to dobry wybór. Spędziliśmy 1,5 godz wiosłując, a momentami pływając i z pewnością kiedyś to powtórzymy.

11168956_863902317020977_1104187749124871548_n

Niestety mamy tylko jedno zdjęcie z naszego spływu. Zrobiła je Malina całkiem przypadkowo. Za zdjęcia zrobione przez organizatorów spływu musielibyśmy zapłacić 20 euro. Nie zdecydowaliśmy się, ale teraz trochę żałuję, bo wyszło by kilka euro na głowę, a chociaż mielibyśmy pamiątkę  z tej wyprawy.

Po szybkim objedzie i długim siedzeniu na wifi pojechaliśmy nad jezioro Garda. Planowaliśmy zostać tam jeden dzień, ale tak nam się spodobało, że zostaliśmy jeszcze kolejny dzień i kolejną noc. Ale o tym w następnym wpisie:)

alpy 3

alpy 4

alpy 2

alpy 6

alpy 8

Poleca ktoś jakiś rafting bliżej Polski?

You May Also Like

corullon airbnb

Moje najgorsze i najlepsze doświadczenia w hostelach

wenecja ciekawe miejsca

Wenecja inaczej – jak nie być turystą?

Kolorowa wyspa Burano

Kolorowa wyspa Burano

Palermo - tam gdzie mafia mówi dobranoc

Palermo – tam gdzie mafia mówi dobranoc