Jak nie zamarznąć na Islandii?

Nie jest to najzimniejsze miejsce na świecie. 6 stopni C nie brzmi jak totalna katastrofa pogodowa, ale kiedy dodamy do tego islandzki wiatr, zdecydowanie nie są to Hawaje. Bardziej bałam się nieprzespanych nocy z zimna, niż wysokich cen z których słynie Islandia. Na wyspie panuje surowy klimat do którego trzeba się odpowiednio przygotować. Ciężko jest się skupić na niecodziennych widokach, kiedy zimno nie odpuszcza. Zapewne są osoby, które w takim klimacie czują się jak ryba w wodzie, także zapewne o wiele łatwiej będzie im przetrwać w Krainie Lodu i Ognia.

Moja walka z zimnem i przede wszystkim mroźnymi nocami zaczęła się rok temu…

dsc_1787

Złombol 2015, Włochy, Val Daone

Dwie noce we włoskich górach dały nam porządnie popalić. Do tego stopnia, że brak snu był o niebo lepszy, niż sen w naszym igloo (czyt. namiot). Pierwszej nocy było źle, drugiej nocy było tragicznie. Leżeliśmy na materacu wypełnionym mroźnym powietrzem, spaliśmy pod dwoma śpiworami, ja do tego miałam na sobie ze 2 pary spodni, kilka par skarpet, nie wiem ile swetrów, kurtkę, czapkę, szalik, rękawiczki (może nawet dwie pary). No i nie zapominajmy o kocu, który zarzuciliśmy na śpiwory. Drugiego dnia poszerzyliśmy repertuar o folię NRC. I co? I jedna, wielka Kamczatka. Michał o 5-6 nad ranem poszedł na spacer, aby się ogrzać. Wąchanie kwiatków i czytanie tabliczek w rezerwacie było o wiele bardziej pasjonujące, niż relaks na buchającym z zimna materacu. Budziłam się co chwilę z zima marząc o ciepłym poranku, a jednocześnie irytując się, że nie ma szans na wyspanie się. Po wyjściu z namiotu zobaczyłam przeciągającego się Zbysia w samej bieliźnie. To jeszcze nic. Wspomniał, że w nocy musiał nieco uchylić namiot, ponieważ było taaaak gorąco. Matej i nasza dwójka miała w głowach naszą ciężką noc.

dsc_1826

Przyszedł czas, kiedy powiedziałam sobie, że nigdy więcej nie dopuszczę do tego, abym tak marzła. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że rok później wyląduję na zimnej Islandii, a góry we Włoszech będą niczym w porównaniu z warunkami, które na nas czekały.

To były dwie noce, których nie chcę zapomnieć. Będą mi one przypominały o tym, że zawsze warto dobrze przemyśleć swój bagaż, kiedy nie lubi się zimna i marznie się o wiele szybciej, niż reszta. Doświadczenie nie poszło na marne. Kiedy w marcu udaliśmy się do Tallina już wiedziałam, że podstawą mojej garderoby będzie bielizna termiczna, dwie pary skarpet i dwie pary rękawiczek. Był to idealny wyjazd i kiedy spadł śnieg, a miasto opustoszało my zwiedzaliśmy nie stając się soplem lodu…Wróćmy do Krainy Lodu i Ognia…

Jak nie zamarznąć na Islandii?

Po powrocie ze Złombola poprosiłam św. Mikołaja o turbo ciepły śpiwór. Jeszcze wtedy nie myślałam o Islandii, ale wiedziałam, że marznąć można wszędzie. Za bardzo nie miałam pomysłu jaki chcę mieć śpiwór, ale komfort -6 na Islandii sprawdził się idealnie.

dsc_2084

W moim obfitym bagażu znalazły się także dwie czapki. Tak na wszelki wypadek, kiedy jedna miałaby nie sprostać wymaganiom islandzkiej pogody. Ponadto ryzyko, że się przemoknie wcale nie jest takie małe. Tak samo zrobiłam z rękawiczkami – jedna para na zapas lub dwie na raz w razie ekstremalnych warunków. Trzeciego powodu nie przewidziałam – zapodzianie się rękawiczek. W naszym samochodzie panował logiczny nieład. Nie było sensu go sprzątać, ponieważ później na nowo musielibyśmy uczyć się gdzie co jest. Bywało tak, że coś zgubiłam i znajdowałam dopiero dzień później lub po kilu dniach. Tak było i z rękawiczkami, ale zapasowa para zawsze mnie ratowała. Z tego względu warto mieć takie drobiazgi na zaś. Przyciskanie spustu migawki i zmianę ustawień ułatwiły mi cieniutkie rękawiczki. Palce nie zamarzną, a robienie zdjęć nie będzie zmorą podczas zimna. Jednak doświadczenie robi swoje.

Jak czapka, rękawiczki to i szalik x2. A co, jedna więcej, mała rzecz nie zaszkodzi.

Na szczęście zrezygnowałam z zapakowania swojego ogromnego termosu. Do tego Michał uświadomił mi, że jeszcze nigdy w ciągu dnia nie wypiłam 1,5 litra herbaty. Kubek termiczny na jedną osobę jest wystarczający. W sumie nie było dnia, abym opróżniła go do końca, ale ciepła herbata w zasięgu ręki zawsze ratowała sytuację, szczególnie podczas chłodniejszych nocy. No właśnie, noce na Islandii dzielą się na chłodne i chłodniejsze;)

image011

Jeżeli chodzi o bieliznę termiczną,  wiedziałam, że na tę okazję muszę sprawić sobie coś najlepszego na rynku. Jako, że byłam już posiadaczką dwóch bluzek termicznych, spodenki miałam tylko jedne, a więc dokupiłam drugą parę. Postawiłam na wełnę merino i już wtedy wiedziałam, że to będzie dobry wybór. Służy mi nawet teraz w listopadowe dni, kiedy jest coraz zimniej (pomijam fakt, że zaczęła się pruć). Czemu i bielizna termiczna x2? Na campingach ciężko o pralkę, a suszenie prania to już w ogóle wyzwanie na Islandii. Co prawda raz nam się udało. Wolałam mieć ze sobą świeży komplet na wszelki wypadek, aby nieświeże ubranie nie odpychało mnie od samej siebie. A no właśnie, to była część garderoby której praktycznie nie zdejmowałam. No może pod koniec wyjazdu zaszalałam i postanowiłam sprawdzić czy już się zahartowałam do panujących tu warunków. Nie, nie przyzwyczaiłam się.

image247

Jak skarpety to tylko te najgrubsze, ew. jedna cienka para na nagłe ocieplenie. Zaopatrzyłam się także w grube skarpety po kolana – idealne na noc. Czasami mam wrażenie, że ten tekst wygląda trochę tak jakbym wybierała się na Syberię.

Skoro jesteśmy już na Islandii to koniecznie trzeba skorzystać z dobrodziejstw natury, czyli gorących źródeł. Ogrzać można się na dłuższy czas, a przy okazji „zaliczyć” ciekawą atrakcję turystyczną. Z niektórych źródeł gorąco, aż bucha zachęcając wejściem do środka. Szybko i za darmo możemy się wygrzać:)

dsc_2451

Nie mogę nie wspomnieć o mojej ulubionej części garderoby, która uratowała mnie już pierwszego dnia. Mowa oczywiście o spodniach narciarskich. Wiem jak to brzmi, też zastanawiałam się czy to nie będzie lekka przesada. Zdecydowanie była to najlepsza decyzja i po raz kolejny przekonałam się, żeby nie słuchać wywodów innych, a zdać się na siebie. W końcu każdy z nas wie, co jest dla niego najlepsze. Skoro jeden marznie to nie znaczy, że drugi także zamieni się w sopel lodu. Wszystko jest indywidualną kwestią. No, ale wracając do spodni. Kiedy o poranku lub tuż przed snem było mi totalnie zimno to wskakiwałam w spodnie narciarskie i było idealnie – ani za ciepło, ani za zimno. Aha, na trekking się nie nadają, ale w każdej innej sytuacji uratują Was z opresji.

Termofor to dobry, awaryjny gadżet. Co prawda użyłam go 2-3 razy i to tylko na wszelki wypadek. W sumie sprawdził się bardziej jako ogrzewacz do rąk i nóg w trakcie wieczornego siedzenia. Na zimne noce dobra opcja, na pewno poprawi komfort. Jeżeli już mowa o termoforze to jest to dobry moment, aby wspomnieć o ogrzewaczach chemicznych. W Norwegii spełniły swoją rolę bezbłędnie. W tym roku poszerzyłam swój repertuar. Zaopatrzyłam się w ogrzewacze nie tylko do rąk, ale również do butów. Bardziej potrzebujący mogą zakupić ogrzewacze do ciała. Spokojnie można je dostać w ‚Podróżniku’ lub na allegro. Koszt to 6-7 zł za parę. Trzymają ciepło minimum 7 godzin. W instrukcji jest napisane, aby nie stosować ich na noc, ponieważ można się poparzyć. Nigdy mnie to nie spotkało i w sumie nie słyszałam o sytuacjach poparzenia. Oczywiście każda paczuszka jest jednorazowa.

dsc_1762

W kwestii folii NRC postanowiłam pójść o krok dalej. Warto zakupić wielorazową, dwustronną, grubą folię NRC. Nam służyła do wyścielenia namiotu, a na to gruba mata, gruby śpiwór i można jakoś przetrwać na Islandii w nocy.

Pewnej nocy w interiorze postanowiłyśmy z Dorotką zamienić naszą wille z basenem (czyt. namiot) na willę bez basenu (czyt. samochód). Miała być to tylko jedna noc, a zostało już tak do końca. Jakie są zalety spania w samochodzie na Islandii? O dziwo jest o wiele cieplej, choć wcześniej słyszałam inne opinie. Przede wszystkim jest sucho. Już nie budziłam się kilka razy w nocy, aby skontrolować czy mój śpiwór, plecak i aparat nie przemokły. W tej kwestii miałam dużo szczęścia, ale obawy zawsze były. Do tego w aucie jest o wiele wygodniej, nie musieliśmy się już gnieść w trójkę jak sardynki w puszce. Mieliśmy szczęście, że fotele w naszym Pajero rozkładały się prawie na płasko. Można powiedzieć, że to taki substytut łóżka 🙂

Na sam koniec nie sposób nie wspomnieć o naszym narodowym sposobie – wódeczka. Kilka butelek przywieźliśmy ze sobą i sączyliśmy przed snem. Naleweczki domowej roboty zapewne również idealnie się sprawdzą. Jeżeli już totalnie będziecie zamarzać to polecam jogging;)

I tak doszliśmy do końca. Wierzę, że moje dobre przygotowanie uchroniło mnie przez zimnymi nocami i dniami. Muszę przyznać, że nie było tak źle. Da się przetrwać na Islandii we wrześniu, choć temperatura jest już niższa, niż latem. Teraz chętnie zobaczę życie na Islandii zimą. To dopiero musi być wyzwanie!

A Wy jakie macie sposoby na ogrzanie się w podróży podczas niskich temperatur? Chętnie dowiem się o nowych sposobach, bo wierzę, że jeszcze są jakieś inne sposoby:)

You May Also Like

Wiza turystyczna do Rosji, czyli walka z biurokracją

Wiza turystyczna do Rosji, czyli walka z biurokracją

11 miejsc które warto odwiedzić w Reykjaviku

11 miejsc które warto odwiedzić w Reykjaviku

TOP 5 gorących źródeł na Islandii

Niezbędne rzeczy na zimową wyprawę