Auto Stop Race - relacja z wyścigu

Błędy i grzechy początkujących autostopowiczów

Rok temu byliśmy całkowicie zieloni w tym całym autostopowaniu. Niespecjalnie przygotowaliśmy się na wyjazd pod kątem łapania stopa i dopiero kilka minut przed startem Auto Stop Race ustaliliśmy kierunek jazdy. Można powiedzieć, że zaczynaliśmy od zera. Nie twierdzę, że teraz wiemy wszystko i możemy występować w roli eksperta. Raczej tak nigdy się nie stanie. Mimo wszystko chciałabym opowiedzieć Wam jakie autostopowe błędy popełniliśmy, które mam nadzieję zaprocentują w tym roku. Niektóre złe decyzje szybko udało się naprawić, a niektóre kosztowały nas zmarnowaną dobę w Pradze i snucie się bez planu po pustkowiu. W maju udamy się w kierunku Chorwacji, ale już z jakimkolwiek pojęciem o autostopowaniu. Poczytajcie o wyciągniętych wnioskach z poprzedniego wyjazdu:) Nie będą to odkrywcze rady, czy przemyślenia. Mam wrażenie, że w Internecie już napisano wszystko, o tym jak podróżować stopem.

WP_20160430_09_40_39_Pro

Jak jechać to tylko TIR’em

Przez pierwsze bodajże dwa dni przemieszczaliśmy się osobówkami. 30 km do przodu, 10 km z głowy, ooo jesteśmy 60 kilometrów bliżej celu. Takie drobienie trochę już zaczęło nas męczyć, dlatego pewnego dnia zdecydowaliśmy, że czas zacząć polować na TIR’y. Długo nie czekaliśmy. Zaczęliśmy ekspresowo posuwać się do przodu. Nie zmienialiśmy auta, co 20 km, ale co około 500 km. Wybierajcie TIR’y. To nie tylko dłuższe trasy, ale długie rozmowy z kierowcami, którzy na co dzień spędzają czas samotnie w swoich kabinach. Kierowcy TIR’a chętnie opowiadają historie, z przyjemnością streszczają swój życiorys i dzielą się rozterkami. Teraz już wiem kim jest Romek, co znaczy stanąć na pompie i czym są ADR. Z kolei określenie „maszynki do lodów” poznałam dopiero ostatnio. Slang kierowców bywa nieco śmieszny.

20160502_190823 20160502_175559

I tutaj czuję, że nie jestem nikomu nic winna. Oni nas przybliżają do celu, a my jesteśmy wiernymi słuchaczami i aktywnymi rozmówcami. Każdy wygrywa. W TIRze mamy zwykły fotel z przodu i z tyłu kanapę, która jest najwygodniejsza na świecie. Wyobraźcie sobie: wygoda, dużo pokonanych kilometrów, wciągające rozmowy i panoramiczny widok na okolicę. Był to dla nas ideał i miła odmiana po pechowych dniach.

Przejdźmy teraz do złych wieści. Jazda TIR”em ma jedną, drogą wadę – mianowicie wysokie mandaty. Najczęściej TIR’em mogą jechać dwie osoby, czyli za tą trzecią  będzie trzeba zapłacić solidny mandat w razie kontroli. Kierowcy czasami się boją zabierać więcej, niż jedną osobę. Zapewnienie o zapłacie ewentualnego mandatu nie wszystkich uspokaja. Polecam ten środek transportu, ale na własną odpowiedzialność, jeżeli jedziecie we dwójkę. My mieliśmy szczęście.

Jeżeli chodzi o łapanie stopa na TIR’a to trzeba dostosować się do rytmu dnia kierowcy, czyli pobudka najczęściej z samego rana. Większość o tej porze z samego rana w trasę rusza ze stacji benzynowej. I tutaj pojawia się nasza szansa. Zanim odjadą warto zrobić kółko po parkingu i popytać kierowców czy zabiorą ze sobą zbłąkanych turystów. My zawsze zaczynaliśmy od Polaków i trzy kursu zrobiliśmy właśnie z nimi. Przejażdżki TIR’ami należą do jednych z lepszych wspomnień z wyścigu.

20160502_192528 20160503_085759

W ogóle w tym roku planujemy polować na busy. Nie wiem czy chętnie zabierają autostopowiczów. Macie jakieś doświadczenie w tej materii?

Nie olewaj kompendium wiedzy autostopowicza

Część naszego pokolenia, kiedy nie wie co zrobić wysyła zapytanie do wujka google. Kiedy wkurzeni i zmęczeni utknęliśmy w Pradze postawiliśmy na odrobinę luksusu, czyli zameldowaliśmy się w guesthousie z dostępem do Internetu. Wtedy przyszło nasze zbawienie – strona hitchwiki. Skarbnica wiedzy o autostopowaniu. Takie cenne źródło informacji, które dokładnie pokazuje nam na mapie w którym miejscu stanąć, aby wreszcie ruszyć naprzód.

Praga ostro wdała nam się we znaki. Kiedy drugi dzień pod rząd jadłam smażony ser, wcale się nie cieszyłam, bo to oznaczało, że znowu śpimy na terenie Czech, czyli jesteśmy w autostopowym lesie. Piękna mapa  hitchwiki pokazała, gdzie mamy stanąć, aby złapać okazję. Przychodzimy, jedna para pakuje się do auta, a druga zaczyna łapać stopa. Oho, jest kolejka, ale to nie ważne, chyba stoimy w dobrym miejscu. Po kilku minutach druga para znika, a po kilkunastu minutach wsiadamy do samochodu i my. Wyjechaliśmy z Pragi, a nawet z samych Czech. Hitchwiki sprawiło, że trzeciego dnia nie zjadłam smażonego sera, ale wróciła mi nadzieja, że dojedziemy do mety.

20160501_130037 20160501_121337 20160501_135324

Jak to jest z tymi miejscami?

Szybko nauczyliśmy się, że dobre miejsce w którym łapiemy stopa jest kluczowe. Poznaliśmy kilka zasad, które rządzą na drodze. Najlepiej stopować na stacji benzynowej i zrobić rundkę po autach z pytaniem czy ktoś nas zabierze. Jak nie, to należy ustawić się w miejscu, gdzie kierowca będzie mógł z łatwością się zatrzymać. Idealnie sprawdzają się wszelakiego rodzaju zatoczki przed, którymi można stanąć. Nadjeżdżający samochód ma szansę zobaczyć nas, przemyśleć sprawę i na koniec ma miejsce, gdzie bezpiecznie może się zatrzymać. Już wiemy, że odpadają drogi szybkiego ruchu czy autostrady. Z drugiej strony polany, gdzie nie ma żywego ducha również nie przybliżają nas do celu. Raz tak wyszło, że wysiedliśmy w polu. Mapa co prawda pokazywała coś innego, ale nie chcieliśmy nadużywać gościnności pary, który chyba nie była zadowolona z tego, że nas podwozi. We wsi zabitej dechami nie było żywej duszy. Głodni, zmęczeni maszerowaliśmy z pleckami w poszukiwaniu cywilizacji mając nadzieję, że może jakieś auto jednak przejedzie tędy i zabierze nas stąd. Tak się nie stało. Łapiąc stopa na jakimś pustkowiu po dłuższym czasie zatrzymało się tylko jedno auto, które podwiozło nas 15 km. dalej do cywilizacji. Mimo, że z tym człowiekiem przejechaliśmy tylko kilometrów, to wspominam go jako najsympatyczniejszą osobą z jaką przyszło nam jechać. Krótki wniosek: nie dajcie się wywieźć w pole.

20160502_121957 DSC_8203 DSC_8204

W niektórych krajach jest ciężko

Trochę pół żartem, pół serio. Słyszeliśmy, że w Czechach nie będzie łatwo, ponieważ ta forma podróżowania nie jest u nich powszechna i po prostu nie lubią zabierać autostopowiczów. Jak się w międzyczasie dowiedzieliśmy Czesi nie lubią Polaków. Na dowód tego pokazali nam fucka, kiedy Michał płynnie przeszedł z angielskiego na polski. To nadal nie zmienia faktów, że udało nam się wydostać z Czech i spotkaliśmy także życzliwych ludzi na swojej drodze. Nie ma co się zrażać po pojedynczych incydentach:) dużo zależy także od szczęścia.

DSC_8230 DSC_8292 DSC_8345

Z kolei we Włoszech jest zakaz łapania stopa i Włosi także nie preferują wojażu autostopem i tam może być ciężko. O tym nie wiedzieliśmy. Teraz, nieco mądrzejsi wiemy, że warto wcześniej przewertować strony o autostopowaniu, aby dowiedzieć się, gdy mogą czekać nas szczególne trudności. Oszczędzi nam to trochę irytacji i przygotuje psychicznie na niedogodności. Chociaż z tego, co pamiętam, to we Włoszech nie mieliśmy specjalnych problemów z zatrzymaniem auta.

Nie poddawajcie się

Nie zawsze było łatwo, wiadomo, ale pewnego poranka doszłam już do swojej granicy. Brak dostępu do prysznica, krótka i ciężka noc na pace w jakieś 20 osób, koczowanie od 12 godzin i ciągle dwie pary w kolejce przed nami. Miałam dość i podsłuchałam pomysł ekipy przeciwnej, aby udać się do Florencji i potem pociągiem już na metę. Porażka, no nie?  Raczej się nie poddaje, ale tym razem byłam gotowa to zrobić. No i zwiedzanie Florencji kusiło. Michał powiedział stanowczo, że nie ma takiej opcji. Teraz przyznaję mu rację, bo kilka minut po moim zwątpieniu trafiliśmy na złoty strzał, czyli sam, z własnej woli zagadał do nas Włoch z pytaniem czy my z tego wyścigu i, że może nas podwieźć. Po kilku minutach jazdy okazało się, że zawiezie nas na samiutką metę. Morał jest taki, żeby się nie poddawać. Kiedy utknęliśmy w Pradze wierzyłam, że wyjdziemy z czarnej dupy i znowu złapiemy wiatr w żagle. Kiedy błądziliśmy po środku niczego czułam, że kolejny dzień będzie lepszy. Zawsze warto mieć nadzieję, bo autostop to czasami trochę loteria i szczęście. Może gdybyśmy spędzili kolejne 12 godzin na parkingu, zapewne mówiłabym inaczej, ale ta historia nakręca mnie pozytywnie. Nie poddawajcie się, a jak nikt się nie zatrzymuje to idźcie przed siebie.

DSC_8208 DSC_8211 20160503_202226

Nigdy nie ciągnęło mnie do autostopu. Zawsze czułam, że to może być niebezpieczne, a w mojej głowie pojawiał się konflikt interesów – nie lubię się nikogo o nic prosić. W autostopie jesteśmy zdani na dobre serce i łaskę innych. Żałuję, że nie spróbowałam tej formy podróżowania na studiach, kiedy prawie czas mnie nie ograniczał. Mimo wszystko jeszcze ten jeden raz postanowiliśmy wcisnąć w swój, podróżniczy grafik wyjazd autostopowy. I widzimy się na mecie! Mamy nadzieję, że mając większe pojęcie o jeżdżeniu stopem od czasu do czasu zwiedzimy coś po drodze, zamiast snuć się po bezdrożach. W końcu meta nie jest najważniejsza, tylko wszystko to, co przeżyjemy jadąc w jej kierunku. A warto wychodzić ze strefy komfortu.

DSC_8238 DSC_8256 DSC_8264 DSC_8293

P.S Nie zapomnijcie wziąć markerów i bloków na zapas. Kończą się najczęściej wtedy, kiedy nie ma żadnego sensownego sklepu w pobliżu.

Tutaj znajdziecie mój wpis z poprzedniego roku, kiedy szukałam informacji o autostopie. Znajdziecie przydatne linki, które rozwieją Wasze wątpliwości.

A tutaj pierwsza i druga część relacji z poprzedniego Auto Stop Race.

You May Also Like

Opuszczone przejście graniczne Chorwacja - Węgry

Opuszczone przejście graniczne

Najlepsze podróże w 2017 roku

Najlepsze podróże w 2017 roku

Auto Stop Race - to już jest koniec

Auto Stop Race – to już jest koniec

Auto Stop Race – dziennik z podróży

Auto Stop Race – dziennik z podróży