Lot widokowy motoparalotnią nad Warszawą

Lot widokowy motoparalotnią nad Warszawą

Mój lęk wysokości mnie zaskoczył. Pojawił się ot tak, nie wiadomo skąd i już ze mną pozostał. Od jakiegoś czasu kuszą mnie aktywności, które pomagają mi z nim walczyć. Jakaś via ferrata, przejście przez wiszący most na trasie Caminito del Rey czy wdrapanie się na Angel Landing w USA. Jestem coraz bardziej ciekawa, co jest po drugiej stronie strachu i czy kiedykolwiek pozostawię go za sobą, na ziemi.

Kiedy p. Aneta z firmy „Prezentmarzeń” skontaktowała się ze mną i zaproponowała mi przetestowanie jednej z atrakcji, z niewiadomych przyczyn ,w oko wpadły mi tylko aktywności związane z lataniem. Z jednej strony pomyślałam, że będę żałowała, jeśli z powodu strachu stracę okazję do zrobienia czegoś ciekawego i ekstremalnego. Z drugiej – sama z siebie nigdy bym nie pomyślała o takim prezencie.

Lot widokowy motoparalotnią nad Warszawą

Motoparalotnia to paralotnia z silnikiem napędzającym obudowanym w kosz, zamocowanym na plecach pilota. Podczas lotu pilot nie ma uprzęży, tylko siedzi w dwuosobowym wózku.

Wybrałam motoparalotnię, ponieważ wydawała mi się „najłatwiejsza”, jak na pierwszy raz plus loty odbywają się maksymalnie na 200 metrach. Z kolei motolotnia wznosi się na dwa razy większą wysokość, a paralotnia to już 1000 metrów. Mimo wszystko szybowanie w przestworzach na takim sprzęcie wydawało mi się przerażające i w ogóle przekraczające moje możliwości. Z drugiej strony było bardzo kuszące i ekscytujące.

 

Mój lot odbywał się na lotnisku Wilanów. Tak, nasza dzielnia ma swoje lotnisko, też o tym nie wiedziałam. Po wypełnieniu wszystkich formalności czekałam na swoją kolej. To oczekiwanie było najgorsze i dodatkowo potęgowało strach. Nawet Michał stwierdził, że wygląda to strasznie (dokładniej jak motorower ze śmigłem podpięty do kawałka szmaty – przyp. Michała), a zazwyczaj uspokaja mnie, kiedy wchodzimy do samolotu.

Startujemy!

Kiedy wybiła godzina zero, zasiadłam w fotelu, pilot zapiął mnie w pasy i wyposażył w kask z mikrofonem, abyśmy mogli swobodnie rozmawiać podczas lotu. Obawiałam się, że będzie głośno przez silnik, ale kask miał słuchawki wyciszające zbędne odgłosy.

Zawsze kiedy wzbijam się w powietrze, całe życie przelatuje mi przed oczami. Tutaj było podobnie. Chciałam jak najszybciej ruszyć. Miałam nadzieję, że będzie tak samo, jak w przypadku lęku przed lataniem samolotem. Najbardziej boję się przed startem, już po nim i osiągnięciu wysokości przelotowej strach gdzieś się ulatnia. Niestety musieliśmy poczekać aż zwolni się pas startowy – przypięta i „na pokładzie” mogłam tylko obserwować i czuć wzrastające napięcie.

W powietrzu

Kiedy tylko oderwaliśmy się od ziemi, mój strach całkowicie minął, a na jego miejscu pojawiła się ekscytacja i zadowolenie. Kto by pomyślał, że będę lepiej czuła się w latającym, niezabudowanym „rowerku”, niż wielkim samolocie? Byłam zaskoczona takim obrotem sprawy:)

W jakimś stopniu już rozumiem, dlaczego sporty ekstremalne wbrew pozorom są idealne na odstresowanie się. Przez dwa dni chodziłam zadowolona, a to był tylko 15-minutowy lot.

Szybowanie w przestworzach, oglądanie świata z perspektywy chmur oraz solidna dawka adrenaliny – tak jednym zdaniem mogę opisać lot motoparalotnią.

Lot maksymalnie miał odbyć się na 200 metrach. Ja miałam nadzieję, że mogę lecieć lekko nad drzewami (o ile jest to bezpieczne), ale w końcu stanęło na 100 metrach. Pilot niepostrzeżenie wleciał na 160 metrów, czego w ogóle nie odczułam – powyżej pewnej wysokości człowiek rzadko odrywający się od ziemi przestaje dostrzegać różnice. Cieszę się, że tego nie wiedziałam w tamtym momencie, a teraz jestem ciekawa, co kryje jeszcze wyżej w chmurach.

Wiem, że obecnie można zrobić lepsze zdjęcia za pomocą drona i wymaga to o wiele mniej zachodu, ale nie o to tu chodzi. Dla mnie najważniejsze było szybowanie w przestworzach i to, że w ogóle się na to zdecydowałam i jeszcze czerpałam z tego radość. Leciałam tuż przed zachodem słońca, więc „załapałam się” na tzw. „złotą godzinę”, kiedy krajobrazy są skąpane w miękkim, żółtym świetle. Im dłużej leciałam, tym mniej się bałam, więc bez problemu zaczęłam na tej wysokości przeglądać zdjęcia w aparacie i zmieniać ustawienia 😀

    

Kiedy czekałam na swój lot, pomyślałam, że nigdy więcej i co ja właściwie tutaj robię. Teraz jestem pewna, że muszę to powtórzyć, ponieważ z samego lotu nie mam zdjęć samej siebie – fotografie skrawka nóg się nie liczą.

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego to zrobiłam skoro boję się latać i do tego mam lęk wysokości. Odpowiedź jest prosta: jestem ciekawa tego, co jest po tej drugiej stronie strachu, chcę stawiać sobie wyzwania i wychodzić ze strefy komfortu. Poza tym lubię próbować nowych rzeczy i nie chcę, żeby coś mnie ominęło z powodu strachu. Gdybym nie walczyła z lękiem przed lataniem, pewnie do tej pory nie poleciałabym do USA i w inne miejsca. Polecam stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej, ale w granicach rozsądku.

Praktycznie:

Warto ubrać się w luźny, sportowy strój i wygodnie buty mimo że wcale nie będziemy nigdzie chodzić ;D

Ze względu na deszcz lub silny wiatr Wasz lot może zostać przełożony na inny dzień.

Przeciwwskazania do realizacji lotu motoparalotnią: epilepsja, choroby serca, choroby umysłowe, ciąża.

Lot motoparalotnią zrealizowałam ze współpracy z firmą Prezentmarzeń.

You May Also Like

O tym jak wykąpaliśmy się w piwie w Zakopanem

O tym jak wykąpaliśmy się w piwie w Zakopanem

Caminito del Rey – spacer nad przepaścią

Off Road, czyli mikroprzygoda po godzinach

Off Road, czyli mikroprzygoda po godzinach

Angel Landing – wspinaczka na Podest Aniołów