ruin pub budapeszt

Praktyczny Budapeszt – ruin puby i inne

O odwiedzeniu Budapesztu myślałam już od jakiegoś czasu. Bo blisko, bo tanio, a atrakcji również nie brakuje. Opinie o stolicy Węgier słyszałam raczej pochlebne, prawie żadnych negatywnych, więc była spora szansa, że to będzie trafny wybór. Nie jak w przypadku Barcelony. Korzystając z tego, że Michał  miał urodziny, a umówiliśmy się, że dostanie bilet gdzieś to postawiłam na stolicę Węgier. Godzina lotu samolotem i już jesteśmy na miejscu. Idealne dla osób, którym zostało już mało dni urlopowych. Ku naszemu zadowoleniu startowaliśmy z lotniska Chopina, a nie Modlina, więc byliśmy poza granicami kraju szybciej niż niektórzy w godzinach szczytu dojechali z pracy do domu. Naprawdę. Zatem czas na praktyczny Budapeszt – ruin puby i inne.

DSC_5217

Od jakiegoś czasu wiemy, że w naszym przypadku sprawdza się różnorodność na wyjeździe. Trochę typowego zwiedzania, nie mało smakowania lokalnej kuchni, muzeum od biedny i jakaś miejscowa atrakcja. Jeżeli na horyzoncie pojawiają się opuszczone obiekty, ustawiam je jako priorytet:) W Budapeszcie mieliśmy okazję odwiedzić zamarły pasaż handlowy, ale to nie wszystko. Wszyscy wiedzą, że ostatnio typowo budapesztańskim zjawiskiem są ruin puby. Mieszczą się one zazwyczaj w opustoszałych kamienicach czy fabrykach. Jak widać każde miejsce tego typu zasługuje na drugie życie. Podobno w mieście jest ich z 20.

My postawiliśmy na ten najbardziej kultowy – Szimpla Kert. Weszliśmy na salony i już wiedzieliśmy, że to miejsce jest bardzo w naszym guście. Spotkać można tam i lokalsów korzystających z nocnego życia, a także turystów z aparatami. Panuje tam chaos – ale w pozytywnym znaczeniu. Labirynt pokoi, ciekawy ogródek piwny oraz mnóstwo obrazów, mebli czy innych staroci nabytych na targu. Misz masz to idealne określenie na ten lokal. Do tego mrok, dużo ludzi i dobre piwo. I za to duży plus – miejsce nie tylko jest ciekawe i oryginalne, a także proponuje dobre trunki, a nie byle co. Jak przystało na stare mury nie jest ciepło. Ale wszystkie dziwaczne i niepasujące do siebie rzeczy wynagradzają wszystko. Mamy do dyspozycji dwa piętra i mnóstwo zaułków. Przeszliśmy się tam z ciekawości i na prawdę jest to istny labirynt pełen specyficznych przedmiotów. A nawet można wybrać stolik przy którym czekają na nas nietypowe siedzenia np. trabant czy wanna. No dzieło sztuki! 🙂 Co ciekawe w środku tygodnia lokal pęka w szwach od ilości ludzi. Aż nie chcę wiedzieć co dzieje się tam w weekend:) Zachęcam, aby w ten sposób spojrzeć na stolicę Węgier. Piwosze również będą w niebo wzięci.

DSC_5697

DSC_5694

DSC_5688

DSC_5680

DSC_5665

DSC_5664

DSC_5660

DSC_5659

DSC_5656

DSC_5642

7

6

5

4

3

2

Trafiliśmy również na Hallowenowe ekspozycje;)

1

DSC_5700

DSC_5708

Zaczęłam od najciekawszego, ale chciałabym polecić jeszcze inne bary, które zadowalają smakiem, jakością, a niektóre nawet cenami.

Jadąc gdzieś nigdy wcześniej nie sprawdzałam polecanych barów, knajp gdzie można zjeść coś lokalnego i dobrego. Zazwyczaj wychodziłam z założenia, że to bez sensu, bo gdy postanowimy, że teraz czas na jedzenie to jest mało prawdopodobne, że jakiś polecany bar będzie akurat w okolicy. Tym razem uznałam, że szkoda brać kota w worku, a zdać się na opinie innych. W końcu jak już w coś inwestować to w coś sprawdzonego. I tym sposobem zaliczyliśmy 3 rekomendowane miejsca (w tym jedno dwa razy) z kategorii kulinarnych. Ucztę dla kubków smakowych zaczęliśmy już pierwszego wieczora. Mieliśmy szczęście, bo mieszkaliśmy tuż przy ulicy, gdzie jest najwięcej nocnych atrakcji w postaci knajp i barów. W końcu też po to przyjechaliśmy do Budapesztu – aby skosztować węgierskiego jedzenia i lokalnych trunków.

Na pierwszy ogień poszło Sörcsata Söröző. To nazwa knajpy, a nie dziwacznej potrawy. Jak już pisałam ich język jest na prawdę specyficzny. W ciągu 4 dni nauczyliśmy się tylko jednego słowa. Ale wracając do jedzenia. Piwo mają tam nie dobre. Nie polecamy. Zwykłe z nalewaka, które smakuje jak nasz polski żywiec. Jeżeli chodzi o potrawy to wymiatają. Specjalne miejsce na piedestale zajmuje gulasz.  Kupili nas smakiem od pierwszej wizyty i pojawiliśmy się jeszcze tam ze dwa razy. Gulasz był na tyle sycący, że 3/4 dania głównego wzięliśmy na wynos. Tym sposobem następny poranek uczciliśmy leczo i porcją mięsa z ciekawymi dodatkami. Porcje pokaźne, ale ceny jak się okazało również (np. 18 zł za gulasz) Jednak nie był to tani bar, tylko zadowalający cenowo jak na lokalizację w której się znaleźliśmy. Tak czy inaczej było warto.

Kawałek dalej na ulicy Holló 14  znajduje się pub, który zdecydowanie został naszym ulubionym. Tym razem odpadło poszukiwanie nowych, ciekawych knajp, ponieważ ta była idealna z piwem wiśniowym na czele. Ceny warszawskie, a możne nawet trochę niższe. Léhűtő Craft Beer Bar zachęcało nie tylko trunkami, ale przyjemnym wystrojem i profesjonalną obsługą. Zanim zdecydujemy się na konkretny produkt najpierw możemy skosztować czy to na pewno to. Degustacja i kelner, który z przyjemnością doradzał sprawił, że postanowiliśmy tu wrócić. Latem nawet można wybrać miejsce na zewnątrz. Jedzenie również jest w menu, ale nie testowaliśmy tego co serwują.

DSC_5218

DSC_5222

DSC_5227

DSC_5219

Kolejne miejsce wybraliśmy głównie ze względu na zasłyszane opinie, że czas tam się zatrzymał. Kawiarnia Bambi Presszó (ulica Frankel Leó 2-4) została założona w 1960 roku i podobno nic się tam nie zmieniło. Postanowiliśmy sprawdzić co to za relikt, a przy okazji Michał mógł zaliczyć dzienną, dawkę kawy. Faktycznie miejsce to wygląda tak jakby od 50 lat nie wprowadzali zmian – lady, krzesła, stoły, ceraty, zastawa – wszystko starodawne. Kelnerki również nie wyglądają na nowoczesne. Jedna nawet sprawiała wrażenie jakby była wczorajsza. Widać, że w tym miejscu przesiadują głównie mieszkańcy. Poza kawą postanowiliśmy zamówić frytki, aby zjeść coś na szybko przed ogromem zwiedzania które mieliśmy jeszcze przed sobą. Okazało się, że akurat w tym barze słowo „chips” znaczy czipsy, a nie frytki. Także trzeba było zadowolić się zwykłymi, solonymi czipsami. Mimo tej wpadki polecamy taką podróż w czasie i odpoczynek w  miejscu oderwanym od tego co znajduje się wokoło.

DSC_5831

DSC_5834

DSC_5833

Jeżeli chcecie skosztować węgierskich specjałów w na prawdę niskich cenach to Frici Papa ( Kiraly utca 55) będzie idealnym wyborem. Na pierwszy rzut oka przypomina trochę bar mleczny. Klientów im raczej nie brakuje, bo ciężko tam zobaczyć pusty stolik na dłużej niż 15 min. Faktycznie można tam zjeść dobry i duży obiad nawet za 15 zł. Mają także najlepsze ciasto marchewkowe. No i mimo wszystko nie trzeba czekać długo. Same zalety:)

DSC_5502

DSC_5505

Praktycznie

Zatrzymaliśmy się w hostelu Absolut City Hostel. Zwrócił moją uwagę ze względu na cenę i położenie. Mimo wszystko mam mieszane uczucia co do tego miejsca. Zarezerwowałam dwuosobowy pokój, a dostałam trzyosobowy. Zazwyczaj, gdy korzystałam z booking.com nie było takich sytuacji. Był to niemiły akcent na sam początek i nic nie dało się z tym zrobić. Niestety przy okazji robienia czystek na mailu musiałam usunąć pierwotne zamówienie…Poza tym miało być wifi, a drugiego dnia przestało działać i już tak zostało. Jako, że nałogowo sprawdzam niektóre rzeczy byłam trochę zła. Tym bardziej, że niektóre dojazdy czy miejsca chciałam sprawdzać już na bieżąco. Jakoś daliśmy radę. Największą zaletą było położenie tego hostelu, bo znajdował się w centrum i mieliśmy 5 min do głównej alejki z knajpami i doskonałą bazę wypadową do innych miejsc. Czar prysł gdy nadszedł weekend i siłą rzeczy musieliśmy słyszeć jak miasto imprezuje. Mimo wszystko nie traciliśmy dużo kasy i czasu na dojazdy. Uczucia nadal mam ambiwalentne (szczególnie, że początkowo w korytarzu śmierdziało kompostem), ale myślę, że mimo wszystko warto tam się zatrzymać. Tym bardziej, że po drugiej stronie ulicy znajduje się dobrze zaopatrzony market, także i śniadanie jest z głowy.

Generalnie polecam Wam rezerwowanie noclegów z tej strony.

Jeżeli chcecie wynająć auto warto skorzystać z tej firmy. Planuję powrót w te strony i zobaczenie czegoś więcej, niż tylko stolicę:)

Z lotniska do centrum dostaniemy się liną 200E. Wychodząc z hali po prawej stronie znajdziemy przystanek. Wcześniej bilet możemy kupić w kiosku za niecałe 3,50 zł/sztuka, ale zapewne bardziej opłaca się przesiadkowy jeżeli nie mieszkacie w centrum. Dojeżdżamy na stację Kőbánya–Kispest, a stamtąd możliwe są już wszelakie połączenia. Warto wiedzieć, że kasowniki znajdują się tuż przy wejściu do metra, na peronach ich nie zobaczymy. Na dzień dobry możemy spodziewać się kontrolerów, którzy czatują przy wejściu. Jeżeli komuś udało się odbyć podróż na gapę to podziwiam. Do naszej noclegowni jechaliśmy prawie godzinę, a autobusy odjeżdżają co 20 minut. Dobre i w miarę szybkie połączenie:)

Jeżeli rozważacie korzystanie z Budapest Card to koniecznie musicie przeczytać wpis Hani. Taka karta upoważnia do darmowych przejazdów, zniżek na najważniejsze atrakcje i wstęp wolny do jednej z łaźni. Czy warto? Zależy na co nastawiacie się jadąc do Budapesztu. Wszystko w powyższym wpisie:)

Polecacie jeszcze jakieś miejsca kulinarne w Budapeszcie? Ktoś był w innym ruin pubie?

 

You May Also Like

Gdzie pojechać na wakacje do Hiszpanii?

Ronda – miasto zawieszone na skałach

3-tygodniowy roadtrip – wyposażenie nie tylko samochodu

3-tygodniowy roadtrip – wyposażenie nie tylko samochodu

Wiza turystyczna do Rosji, czyli walka z biurokracją

Wiza turystyczna do Rosji, czyli walka z biurokracją

Nieoczywiste atrakcje w Madrycie