luanda zwiedzanie

Ulice najdroższej stolicy świata

Któregoś dnia szef podszedł do mnie i spytał: „Panie Michale kiedyś mówił Pan, że jest Pan chętny do pracy w egzotycznych miejscach. Czy nie pojechałby Pan do Angoli?” Tak na własnej skórze przekonałem się, że żeby podróżować nie trzeba brać urlopu.
Przed wyjazdem bardzo dużo zastanawiałem się jak będzie wyglądało na miejscu. Z jednej strony to biedna Afryka, z drugiej – Angola to jeden z najszybciej bogacących się krajów na Świecie, znowu – Afryka ale Luanda, według wielu rankingów to najdroższa stolica Świata. Dodać muszę, że zajmuję się instalacjami automatyki w domach, na które w Polsce pozawalają sobie zamożni ludzie. Co dwie osoby z takiej firmy (jechałem razem z kolegą – instalatorem) robią tak daleko od bogatego zachodu? Okazuje się, że za sprawą ropy i gazu. Widziałem w Norwegii jak bardzo bogactwo zasobów naturalnych może przełożyć się na poziom życia społeczeństwa. Czy Angola to kolejny kraj afrykański z wyobrażeń białego Europejczyka z wojnami domowymi, malarią i głodnymi dziećmi, czy oaza spokoju i dobrobytu z pustyniami i dżunglami zamiast fiordów i skał? Z tym pytaniem w głowie czekałem na lądowanie w Luandzie – stolicy Angoli. Kiedy zbliżyliśmy się do ziemi, moim oczom ukazał się taki widok:

luanda_angola_afryka_01 A jednak – AFRYKA.

Powitał mnie sympatyczny kolega. Przynajmniej wydawał się sympatyczny – czasem się uśmiechał i to, razem z gestami, była całość naszej komunikacji – on nie mówił po angielsku, ja po portugalsku, tym bardziej w dialektach jakimi posługują się mieszkańcy Angoli. Byliśmy zmuszeni się do siebie uśmiechać. Podał mi (oczywiście bez słowa i lekkim uśmiechem) telefon, a w nim znajome swojskie „Witamy…” i trochę bardziej niecodzienne „… w Angoli”. Po krótkiej instrukcjach co i jak pojechaliśmy do hotelu w kosmiczny upał i tłum Luandy. I to dosłownie tłum – stolica Luandy ma ponad 6 mln mieszkańców – to 2 razy wiecej niż Warszawa i Łodź razem wzięte.

_DSC1055

Wszędzie pełno samochodów. Z racji mojej pasji do żelastwa – jak wyjadę gdziekolwiek patrzę na to czym, kto i jak jeździ.

_DSC1076

Przede wszystkim w Angoli 30 % samochodów do Toyoty z czego 70 to terenówki. Jak za komuny w Polsce – prawie wszystkie auta pochodzą z dwóch fabryk. Codziennością są widoki znane z wyobrażeń o Afryce – cała rodzina i znajomi na pace styranego pickupa.

_DSC3715

Kierunkowskazy, służą chyba tylko do tłuczenia ich w kolizjach. Ten kto je ma, raczej ich nie używa. Używa się za to klaksonu – do wskazywania kierunku jazdy, wyrażania opinii o umiejętności pozostałych kierowców, wyrażania nastroju i poglądów politycznych. Do tego większość samochodów wygląda jakby mogła zjeździć, i zjeździła cały świat.

_DSC1077

Gdzieniegdzie widać było wypasione, wielkie i ociekające chromem terenówki cywilne i wojskowe. Wyglądały jakby ścigały się ze sobą która będzie większych rozmiarów. Żołnierze i policjanci (a jakże – w większości jeżdżących na pace) w pełnym uzbrojeniu i umundurowaniu, z nieruchomymi twarzami wyglądali tak, że zdecydowałem się nie robić im zdjęć. Mam nadzieję, ze się nie obrazicie.

_DSC3724

Ta wielomilionowa aglomeracja nie ma kolejki i metra. W ciągu całego wyjazdu widziałem dwa autobusy z czego jeden miał urwane koło i to od dosyć dawna. Funkcję taksówek i komunikacji miejskiej w prawie całości przejęły małe busy.

_DSC3367

W dwuosobowej załodze takiego wynalazku można zaobserwować odrębne działy – kierownictwa i marketingowo – logistyczny. Pierwszy zajmował się przeciskaniem przez korki Luandy, drugi naganianiem ludzi i upychaniem ich w środku. O ile jazda w tych warunkach to sprawa beznadziejna, tak zdziwilibyście się jak krótko trwa upchnięcie 15 ludzi w 11 osobowym samochodzie (i to w kolejności wysiadania)!

_DSC3472
Patrząc dalej od ulicy – wszędzie ludzie, śmieci i domy. Trochę takie zbudowane a trochę takie zlepione.

_DSC3354W Afryce okazuje się, że szyldy, kasetony i znów modne neony, to jednak coś. Tutaj większość identyfikacji wizualnej to malunki na murach. Czasem bardziej, czasem mniej udane.

_DSC3356
Wszystko pokryte jest charakterystycznym brązowoczerwonym kurzem, który sprawia, że wszystkie inne barwy, nawet przeciwne, upodobniają się do siebie. Jakby nie chciał przyjąć do wiadomości, że są też inne kolory i też mają prawo być widoczne. Niestety kurz nie pokrywa w całości śmieci, które leża wszędzie.

_DSC1067

W całym tym (nie oszukujmy się) brudzie, dużo było dużo uśmiechniętych i radosnych ludzi. Inni mniej ekspresyjni pełni spokoju, wszyscy wydawali się interesujący.

_DSC1064

Wszystko to – ci ludzie, te ulice i domy były jako całość tak fascynujące, że sam przejazd do hotelu był atrakcją, nie mogłem się doczekać reszty wyjazdu. Niestety, okazało się dojazd był jedyną atrakcją tego pobytu – pracy było więcej niż zakładaliśmy, wszystko trwało dłużej niż zakładaliśmy, a współpracowało nam się trudniej niż zakładaliśmy. Ogólnie wszystko było nie tak jak zakładaliśmy i reszta wyjazdu składała się z cyklu – praca, dojazd do hotelu, sen, dojazd do pracy i tak dalej do końca pobytu (ze stopniową przewaga pracy nad snem). W związku z tym na razie muszą wam wystarczyć tylko migawki z ulic Luandy. Na szczęście udało mi się tam wyjechać jeszcze raz…

You May Also Like

Off Road, czyli mikroprzygoda po godzinach

Podróże samochodowe – najlepsza forma zwiedzania?

Niezbędne rzeczy na zimową wyprawę

Jak nie umrzeć w Dolinie Śmierci?

Praca i podróżowanie – czy idą ze sobą w parze?