Najciekawsze miejsca w Kraju Basków

Najciekawsze miejsca w Kraju Basków

Kraj Basków jest trochę niedocenionym regionem Hiszpanii, ale chyba powoli wybija się do przodu. Baskonia kojarzona jest przede wszystkim z Muzeum Guggenheima, ale to nie wszystko, czym można zachwycać się w Kraju Basków. To dopiero początek i miły wstęp do krainy baskijskiej.

Zapraszam na przegląd najciekawszych miejsc w Kraju Basków.

Gaztelugatxe

Jeżeli miałabym wybrać jedno miejsce, które warto odwiedzić w Kraju Basków wskazałabym na Gaztelugatxe. Absolutny numer jeden, majstersztyk i nutka grozy w jednym. Gaztelugatxe w języku baskijskim oznacza „niedostępny zamek” lub „skała zamkowa”. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się niewielka wysepka połączona z lądem kamiennym mostem. A do tego producenci „Gry o tron” postanowili nakręcił w tym miejscu kilka scen – kojarzycie zamek Smocza Skała? To właśnie tutaj!

Na szczyt prowadzi 230 krętych schodów z których rozciera się piękny widok na Zatokę Biskajską, krystalicznie czystą wodę i skaliste wybrzeże. Chociaż na moich zdjęciach największe wrażenie robi most, który trochę przypomina Mur Chiński.

DSC_9481 DSC_9472

Na samej górze mieści się kaplica Emita de San Juan założona przez Zakon Templariuszy. Legendy głoszą, że pod fundamentami znajdują się szczątki ludzi ze średniowiecza. Kiedy po długiej i męczącej trasie w końcu znajdziecie się na szczycie tradycja nakazuje, aby trzy razy pociągnąć za sznur dzwonnicy i wypowiedzenie prośby do św. Jana Chrzciciela.

DSC_9478 DSC_9463

Z parkingu czeka nas 45-minutowy spacer do podnóży schodów, a później jeszcze 230 stopni po falujących schodach. Akurat tego dnia upał był niesamowity, więc wyprawa na szczyt trochę nas wymęczyła. Zbawieniem i miłą niespodzianką była pani, która w kaplicy sprzedawała zimną colę. Byliśmy uratowani, a słoneczna pogoda uratowała moje zdjęcia.

DSC_9458

Vitoria

Vitoria jest stolicą Kraju Basków, chociaż większości wydaje się, że jest nią Bilbao. Do Vitorii wybrałam się na 1,5 dnia, czyli o 1 dzień za dużo. Zdecydowanie jedno popołudnie wystarczy, aby obejść największe atrakcje w mieście i jeszcze w spokoju zjeść pinchosa i napić się calimocho. Chyba, że chcecie zwiedzać muzea, to wtedy czas trzeba wydłużyć.

DSC_9896 DSC_9874

Pogoda była kapryśna, ale kolorowe murale porozrzucane po mieście trochę rozświetliły to szare miasteczko. Poza muralami warto odwiedzić główny plac – Plaza de la Virgen Blanca, gdzie znajduje się napis „Vitoria Gasteiz” zrobiony z trawy. Convento de San Antonio również powinno się znaleźć na Waszej mapie – olbrzymi klasztor robi wrażenie, a okoliczny park idealnie nadaje się na odpoczynek.

DSC_9813 1

Na mnie największe wrażenie zrobił wieczorny klimat, przemili kelnerzy i ludzie wyglądający jakby zaraz wybierali się w góry. Tego widoku wcześniej w Hiszpanii nie uraczyłam.

Ponadto Vitoria została uznana za jedną z zielonych stolic Europy.

W tym wpisie możecie znaleźć więcej informacji na temat Vitorii. 

DSC_9887

San Sebastian

Niestety w San Sebastian zastała nas typowa baskijska pogoda, czyli deszcz i mgła. Z tego względu mam wrażenie, że nie ujrzałam prawdziwego piękna San Sebastian. Moje zdjęcia w porównaniu z widoczkami, które widziałam w Internecie wyglądają nijak. Jadąc w te strony musimy się liczyć z tym, że pogoda może pokrzyżować plany. Być może dlatego turyści bardziej gustują w południowej części Hiszpanii, gdzie słońca nigdy nie zabraknie.

DSC_5176 DSC_5161

W San Sebastian odbywa się jeden z ważniejszych festiwali na świecie, a więc na stałe do miasteczka przyległa etykieta „filmowego miasta”. San Sebastian słynie również z pięknych plaż. W szczególności polecam plażę La Concha w pobliżu promenady. Plażowiczów nie spotkałam, ale z kolei na morzu miłośnicy kitesurfingu bawili się w najlepsze.

W pobliżu znajduje się Peine del Viento, czyli grzebień wiatru. Jest to kompozycja rzeźb, które tworzą powyginane żelazne pręty wmontowane w skały. Spędzając tam dłuższą chwilę można usłyszeć koncert składający się z morza i wiatru.

DSC_5156 DSC_5146 DSC_5143

Jak w prawie każdym w mieście w San Sebastian również znajduje się Stare Miasto. Tutaj jak wszędzie polecam zgubić się w wąskich uliczkach i  zajrzeć do barów. W tej części miasta zwróciłam uwagę na dwa miejsca – barokowy kościół Basílica de Santa María del Coro i Plaza de la Constitución. Plac nie jest duży, ale to i tak nie przeszkadza, aby był miejscem licznych spotkań. Zauważycie, że nad każdym oknem widnieją numerki. Kiedyś odbywała się tutaj corrida i żeby obejrzeć spektakl trzeba było zapłacić właścicielom za miejsce.

DSC_5093

A propo pinchos i kosztowania baskijskiej kuchni – ulica Calle 31 de Agosto uznawana jest za świątynie gastronomii. Warto tam zajrzeć. W końcu nie bez powodu Baskowie uważani są za jednych z lepszych kucharzy na świecie.

Bilbao

To właśnie do Bilbao kierujemy swoje pierwsze kroki po przyjeździe do Kraju Basków. Warto odwiedzić to miasto dla Muzeum Guggenheima i ewentualnie dla przemysłowej dzielnicy, jeżeli Was to interesuje. Stare Miasto jest urocze, ale jak to na starówkę przystało. W innym wypadku wydaje mi się, że Baskonia ma inne, ciekawsze miejsca do zaproponowania. Za pierwszym razem nie mogłam wyjść z zachwytu nad Bilbao, ale po drugiej wizycie stwierdzam, że jest trochę przereklamowane. Mimo wszystko warto samodzielnie wyrobić sobie opinię. W końcu fala turystów nie bez powodu nawiedza Bilbao.

DSC_9508 DSC_9509 DSC_9565

Więcej o Bilbao przeczytacie w moim wpisie.

Getxo i Portugalete

W Kraju Basków widziałam najbardziej popularne miasta – Bilbao i San Sebastian. Kiedy tylko okazało się, że mamy dzień wolnego ucieszyłam się, że jednak będę mogła zajrzeć do małych, rybackich miasteczek – Getxo i Portugalete. Połączone są one słynnym mostem gondolowym – Puente Vizcaya.

1

Most Biskajski (Puente Vizcaya) w 2006 roku został wpisany na listę UNESCO. Most został zaprojektowany przez ucznia i przyjaciela słynnego Gustawa Eiffla – Alberto Palacio. Był to pierwszy most gondolowy na świecie, oddany do użytku w 1893 roku. Podczas wojny w domowej most został poważnie uszkodzony, a świadkiem całego zajścia był sam projektant. W następnej dekadzie przeprowadzono gruntowną renowację mostu i w ten sposób do dziś przewozi już nie tylko auta, ale i ludzi na drugą stronę rzeki Nervion do miejscowości Gexto.

DSC_9435 DSC_9432 DSC_9430

Z kolei turyści mogą wjechać na stalową konstrukcję na wysokość ponad 60 metrów. Już z samego dołu robi to wrażenie i podejrzewam, że mając lęk wysokości na samej górze można czuć się mocno niekomfortowo, ale widoki z samej góry muszą być cudowne. Bilet: 8 euro. Z kolei za przeprawę mostem gondolowym do drugiego miasteczka zapłacimy 0,20 euro. Odjazd co około 8 minut, a po 1,5 minucie znajdziecie się po drugiej stronie.

DSC_9427 DSC_9426 DSC_9425

W Gexto polecam przede wszystkim spacer nadmorską promenadą w starym porcie rybackim – Algorta. Na trasie znajdują się eleganckie wille i w tej części miasta czuć powiew luksusu. Jak to w porcie, warto skosztować świeżych ryb. Jak się pewnie domyślacie, ceny nie należą do najniższych -od 15-25 euro za obiad.

DSC_9419 DSC_9404 DSC_9395 DSC_9394

Gexto wydaje się też idealnym kurortem. Nie brakuje tutaj ścieżek rowerowych, pieszych, jachtów, a co roku odbywa się jednodniowy wyścig rowerowy i regaty kajakarskie. Dla bardziej wybrednych znajdzie się także surfing, jazda konna czy tenis. Miałam wrażenie, że wielu emerytów obrało sobie ten kierunek.

DSC_9393 DSC_9390 DSC_9389 DSC_9387 DSC_9381 DSC_9379 DSC_9378 3 2

Do Gexto z Bilbao możemy dojechać nowoczesnym metrem, liczącym sobie 6 stacji. Po 15 minutach będziemy na miejscu.

Pinchos

Pinchos to już nie nazwa miejscowości, ale typowa, baskijska przekąska. Wicie, że Baskowie uchodzą za jednych z lepszych kucharzy? Miniaturowe dania kusząco spoglądają na nas z lad barów, a ich różnorodność nieco może przytłaczać. Przed nami wyłoni się cała paleta smaków i barw, a kombinacja produktów zależy już od inwencji kucharza. Pinchos przygotowywane są z lokalnych produktów – warzywa, sery, owoce morza, mięsa. A co roku nawet odbywają się konkury na najlepsze pinchos.

DSC_9408

Pinchos – skąd ta nazwa?

Sprawa jest prosta pinchar oznacza przekłuwać, przebijać. Pinchos są przekłute wykałaczką w celu ułatwienia konsumpcji i trochę trzymają w kupie wszystkie składniki. Możecie się domyślać, że często pinchos są bogate w różne produkty:)

Czym się różni pinchos od tapas?

W innych regionach Hiszpanii możemy degustować tapas, a z kolei w Kraju Basków pinchos. Ciężko określić różnicę – jedno i drugie jest przystawką. Zakładka się, że tapas podaje się jako dodatek do zamawianego napoju, a pinchos jest osobnym daniem. Mam wrażenie, że tapas przyjmują różną formę (oliwki, tortilla de patatas itp), a pinchos to mini kanapeczki, często też ogólnie są większą porcją, niż tapas.

DSC_9413

Nie wiem co mają one takiego w sobie, ale smakują wybornie i ogólnie cała ta tradycja zachęca, aby sięgnąć po pinchos. Kolejnym terminem, który warto przyswoić jest „ruta de pinchos”, czyli chodzenie od baru do baru i degustowanie różnych smaków pinchos.

Jeżeli potrzebujecie pomocy w organizacji podróży do Kraju Basków lub w inne strony Hiszpanii, zapraszam do współpracy:)

You May Also Like

3 rzeczy które warto zrobić w Granadzie

3 rzeczy które warto zrobić w Granadzie

Estepona - miasteczko kwiatów i sztuki ulicznej

Estepona – miasteczko kwiatów i sztuki ulicznej

Gdzie pojechać na wakacje do Hiszpanii?

Ronda – miasto zawieszone na skałach

El Torcal de Antequera – spacer po wapiennych skałach

El Torcal de Antequera – spacer po wapiennych skałach