Podlasie na weekend - Dziewczynka z konewką, rysie i nasz camper

Podlasie na weekend – Dziewczynka z konewką, rysie i nasz camper

Pobudka w sobotę o 6:00 rano może oznaczać tylko jedno – wyjeżdżamy 🙂 Tym razem udaliśmy się na Podlasie. Serial „Kruk” tylko dodatkowo nas zmotywował do poznania tej części Polski. Weekend w Podlaskim nie kosztował nas dni urlopowych, było blisko, tanio i w otoczeniu natury. Minął miesiąc od mojego powrotu z USA i już czułam, że się zasiedziałam, także trzeba było ruszyć przed siebie:) Czas na przygodę pt: Podlasie na weekend – Dziewczynka z konewką, rysie i nasz camper:)

[aktualizacja: czerwiec, 2020]

Za drugim razem uciekliśmy na Podlasie na dwa dni. Dwie doby wystarczyły, aby przywrócić psychikę do ustawień fabrycznych. W drodze powrotnej żałowaliśmy, że nie zostaliśmy dłużej. Ten region jest niesamowity. Mam wrażenie, że tam czas płynie wolniej, a ludzie żyją zgodnie z naturą. W tych stronach można złapać oddech i nacieszyć się przyrodą. Dawno nie słyszałam tylko śpiewu ptaków i już zapomniałam, jak pachnie powietrze w lesie po deszczu. Do tego te kolorowe cerkwie, bociany, Kraina Otwartych Okiennic, ale po kolei…

Wiadomo, że przez dwa dni można jedynie liznąć Podlasie, ale od czegoś trzeba zacząć. Wybraliśmy punkty, które najbardziej nas interesowały i nie były jakoś bardzo odległe od siebie. Zapełniliśmy mapę tylko w niewielkim stopniu. To województwo ma mnóstwo do zaproponowania!

Narwiański Park Narodowy

Z samego rana zameldowaliśmy się w Narwiańskim Parku Narodowym, aby trochę pobuszować w szuwarach i pooddychać świeższym powietrzem niż te, które mamy w Warszawie. Niestety kładka zaczynająca się w Waniewie jest w remoncie, ale Kładka Wśród Bagien (w Kurowie) jest cały czas dostępna dla turystów. Ścieżka liczy sobie 1000 metrów, z czego 600 metrów prowadzi drewnianym pomostem wśród roślinności bagiennej. Było trochę mrocznie, mgliście i na szczęście cicho 😉 Miłośnicy ptaków nie będą zawiedzeni – parku znajduje się aż 200 gatunków tych zwierząt.

Obszar parku to głównie tereny podmokłe, często bagna, także najlepiej poruszać się po nich kajakami. My skorzystaliśmy z kładek i wież widokowych. Udało się uniknąć błota po pas:) Park powstał w 1996 roku i jego siedziba mieści się w pałacyku w Kurowie, który także można zwiedzać.

Zajechaliśmy także do Waniewa, aby się upewnić, czy kładka faktycznie jest w remoncie. Niestety informacje okazały się prawdziwe. Mimo wszystko spacer w okolicach kładki był przyjemny. Puste łodzie, rybacy, konie i spokojna rzeka.

Kładka będzie nieczynna do końca roku 2018.

Wieża widokowa w Łapach

Zamiast przedzierać się przez haszcze w stronę punktu widokowego czekała nas droga przez budowę. Uroki podróżowania po sezonie 🙂  Podobne wieże widokowe znajdują się np. w Surażu, Kurowie czy Wólce Waniewskiej.

Zerwany Most

Zrobiliśmy sobie także spacer do Zerwanego Mostu, który tak naprawdę spłonął, a nie został zerwany. Po odbudowie został zniszczony podczas I wojny światowej i po kolejnej renowacji poległ w czasie II wojny światowej. Mieszkańcy uważają, że kolejna naprawa mostu będzie oznaczała III wojnę światową.

Dziewczynka z konewką

Odkąd zobaczyłam mural „Dziewczynka z konewką” w filmie „Kruk”, wiedziałam, że prędzej czy później go sfotografuję. Udało się;) Co najlepsze, mural na żywo robi o wiele większe wrażenie niż na zdjęciach. Wykonany jest bardzo dokładnie i np. patrząc na konewkę macie wrażenie, że jest ona prawdziwa. Może tego nie widać na zdjęciu, ale dziewczynka podlewa żywe drzewo, które obecnie jest pozbawione liści.

„Dziewczynka z konewką” to symbol Białegostoku znajdujący się na znaczkach, kubkach, zeszytach czy torebkach. Kiedy mural miał zniknąć z budynku, całe miasto wstawiło się za nim i dzięki temu cały czas zdobi ulicę i przyciąga fanów street artu.

Kraina Otwartych Okiennic – Puchły, Soce, Trześcianka

Na Podlasiu te trzy wsie wyróżniają się malowniczą zabudową w postaci zdobień. Taki sposób dekorowania wywodzi się z rosyjskiej ludowej ornamentyki. Wokół okien umieszczone są drewniane ornamenty pomalowane żywymi kolorami. Dekoracje sprawiają, że wioska jest urocza i panuje w niej sielski klimat.

Co ciekawie do 2001 roku większość domów była w kiepskim stanie i niestety nikt nie miał chęci i środków, aby odremontować domostwa. Dopiero z pomocą przyszło Północne Towarzystwo Ochrony Ptaków i Unia Europejski, które zdecydowały się sfinansować remont. Mieszkańcy początkowo byli nieufni, ale później chętnie przyjęli pomoc. Dzięki darczyńcom dziś możemy podziwiać kolorowe ornamenty na okiennicach w całej wsi:)

Podlaskie Cerkwie

Podlasie jest różnorodne kulturowo i religijnie. Poza katolikami i muzułmanami tatarskiego pochodzenia, na Podlasiu żyje bardzo dużo osób prawosławnych. W każdej wiosce możemy zobaczyć drewniane cerkwie o określonych kolorach. Mnie początkowo najbardziej przyciągały ich barwy, ale dopiero potem poznałam ich znaczenie. Zielony symbolizuje Ducha Świętego, a niebieski po prostu Niebo.

Odwiedzone cerkwie na Podlasiu:

Cerkiew św. Michała Archanioła w Trześciance

Parafia prawosławna pw. Opieki Matki Bożej w Puchłach

Cerkiew św. Dymitra w Parcewie

Sobór Świętej Trójcy w Hajnówce

Prawosławna cerkiew pw. Podwyższenia Krzyża Pańskiego w Narwi

Cerkiew Narodzenia Najświętszej Bogurodzicy

Kuchnia białoruska w Hajnówce

Przyznaję, że nie mieliśmy w planie zwiedzania Hajnówki. Zajechaliśmy w te strony z nadzieją na znalezienie knajpy z dobrym, lokalnym jedzeniem. Nie było łatwo, ponieważ w trzech restauracjach, do których zapukaliśmy była impreza zamknięta. Warto było krążyć i umierać z głodu, aby w końcu trafić do „Leśnego Dworku”, który wcale nie znajduje się w lesie. Pierogi, pielmieni, barszcz z uszkami, solianka i herbata jaśminowa wjechały na nas stół i szybko okazało się, że lepiej nie mogliśmy wybrać. Daje 10/10!

Puszcza Białowieska

O 7:00 rano wynurzyliśmy się z naszej noclegowni (tj. samochodu), aby rozpocząć w puszczy dzień pełen wrażeń. Na dzień dobry zrobiliśmy sobie spacer ścieżką edukacyjną „Żebra Żubra”. Puszcza zaprezentowała nam się w złotych barwach, a poranne światło sprawiło, że aż chciało się wyjąć aparat. Kolejną zaletą podróżowania jesienią jest to, że cała kładka na ścieżce była nasza. Nie musieliśmy stać w kolejce czy się przeciskać przez innych wycieczkowiczów. Do tego ta cisza 🙂

Po szybkiej rozgrzewce z samego rana udaliśmy się do Rezerwatu Pokazowego Żubrów, gdzie najlepiej bawiliśmy się obserwując rysie i wilki. Z kolei żbik wypiął się na nas, a żubry zawsze były po przeciwnej stronie niż my. Nie sądziłam, że to powiem, ale polecam to miejsce. Łoś też daje radę 🙂

 

Na wycieczce do ścisłego rezerwatu puszczy prawie usnęłam na stojąco. Intensywny spacer od samego rana po mroźnej nocy jednak robi swoje. Drzewa jak drzewa, ale warto zobaczyć fragment puszczy, którego jeszcze ludzka ręka nie dotknęła.

Na koniec dnia zatrzymaliśmy się w Restauracji Carskiej na sernik z dyni. Jednak to nie jest jeszcze nas czas, że możemy wydać 100 zł na perliczkę wielkości mojego palca 😀 No ale naszym celem było zobaczenie wnętrza restauracji, która znajduje się w miejscu dawnej stacji kolejowej. Obok znajduje się wagon, w którym można wynająć sobie luksusowy nocleg.

Następnym razem przyjedziemy tutaj na rowerze, aby potem przesiąść się na drezynę🙂 No właśnie – drezyna. Zabrakło nam czasu i siły na przejażdżkę tym kultowym pojazdem. Tak samo mało poznaliśmy samą Białowieżę i musimy jeszcze wrócić na Ścieżkę Dębów Królewskich. Zabrakło nam dosłownie jednego dnia, aby zrealizować cały plan. Na pewno tu wrócimy! Niby tylko drzewa, ale pomiędzy nimi roztacza się fajny klimat. Szczególnie po sezonie 🙂

Europejska Wieś Bociana

Tym razem udało nam się odwiedzić Europejską Wieś Bociana. Może i ornitologia nigdy nas nie pasjonowała, ale okazało się, że te bociany są całkiem ciekawe.

Na początku trochę się śmialiśmy z bocianów. Niby są symbolem Polski, a w tym kraju przebywają tylko pół roku, a potem dzida do Afryki. Okazało się, że akurat w Polsce jest ich najwięcej, ponieważ mamy dużo łąk, pastwisk i gruntów rolnych, a to jest optymalne środowisko dla tego biało-czarnego z czerwonymi nogami ptaka. Zjedzą prawie wszystko, co znajdą w tych uprawach np. pasikoniki, myszy, krety, płazy, a nawet pisklęta innych ptaków.

Lata temu właściciele wybudowali liczne gniazda na platformach dla bocianów. W 2013 roku padł rekord – w Pentowie zajęte były aż 34 gniazda i odchowało się tu ponad 130 małych bocianów. Teraz już było ich sporo i mogliśmy je podziwiać z łąki i dwóch platform. Warto tu zajechać na chwilę, nawet jeśli nie interesujecie się ptakami 🙂

Gniazdo bocianie może ważyć nawet do 2 ton. Jeżeli położone jest na kominie, czy spruchniałym drzewie może dojść do spadnięcia gniazda. Z tego względu podejmowane są różne działania zaradcze. W okresie odlotu gniazdo można usunąć, a w to miejsce zainstalować specjalną platformę. Jeżeli wypadek wydarzył się w okresie lęgowym, a w gnieździe były małe lub jaja, należy szybko zainstalować gniazdo zastępcze i włożyć do niego jaja lub pisklęta.

Puszcza Knyszyńska

Za drugim razem celem wycieczki na Podlasie była Puszcza Knyszyńska. Chcieliśmy odwiedzić bobrowe tamy na rzece Landze, ale coś poszło nie tak, więc ani bobrów, ani tamy. No dobra, jakaś mała tama chyba była. Ale czytając o tych stworzeniach, dowiedziałam się, że w razie zagrożenia bóbr uderza ogonem o taflę wody, aby powiadomić bobro-rodzinę o niebezpieczeństwie.

Rozlewisko Wyżary, Sianożątka

Najciekawszym punktem w Puszczy Knyszyńskiej było rozlewisko Wyżary, Sianożątka. Takich malowniczych krajobrazów dawno nie widzieliśmy. Do tego ptaki sobie śpiewały, a my patrzyliśmy jak przyroda budzi się do życia. Przynajmniej ona odetchnie sobie w dobie koronawirusa.

Zbiornik znajduje się pośrodku lasu, ale dzięki kładce możemy wejść w głąb “bagna”. Mieliśmy szczęście, ponieważ przez cały czas byliśmy sami i mogliśmy czerpać z tej ciszy i odgłosów ptactwa.

Kładki nad bagnami

Wybraliśmy się też na spacer kładkami nad bagnami Szlakiem Powstania Styczniowego, aby zobaczyć galerię rzeźb w środku lasu. Nie wiem czemu, ale te bagna i uwięzione na nich kładki mają jakiś dziki i niepowtarzalny klimat. W Puszczy Białowieskiej mieliśmy wrażenie, że jest turystycznie, a tu wszystko wydawało się takie puste i niezadeptane.

Leśna galeria w Raduninie

W końcu dotarliśmy do galerii rzeźb. Autorami wyrobów z drewna są studenci z ASP w Warszawie oraz osoby chore na stwardnienie rozsiane. W ramach terapii powstały takie oto dzieła. Prawie umarłam ze strachu, kiedy natknęłam się na wyrzeźbionego człowieka, który po prostu leżał sobie na ściółce leśnej.

Z kolei wielka drewniana ręka przywitała nas już po zejściu z kładki. Michał zauważył, że owa dłoń jest bez palca, który leży sobie obok. Im w dalej las, tym ciekawiej np. można zobaczyć rzeźbę człowieka, który przytula się do drzew albo mini samolocik zrobiony z jakiegoś drzewa.

Ruiny Kościoła św. Antoniego w Jałówce

Podczas tego wyjazdu nie mogło zabraknąć opuszczonego miejsca. 1,5 kilometrów od granicy z Białorusią w Jałówce znajdują się zniszczony kościół św. Antoniego. Po zdjęciach myślałam, że jest ukryty gdzieś w lesie na pustkowiu, ale nie. Niszczeje sobie przy samej drodze, a odwiedzających nie brakuje.

W czasie II wojny światowej Niemcy wysadzili kościół w powietrze. Ze świątyni pozostały jedynie ściany i filary. Kuria uznała, że nie będą go odbudowywać. Do dzisiaj można podziwiać jego pozostałości. Mimo że jest ruiną, to i tak jest urokliwy. Nie dziwie się, że odbywa się tutaj mnóstwo sesji zdjęciowych.

Tykocin

Do Tykocina wybraliśmy się na Majówkę, kiedy świat był opanowany przez pandemię, więc praktycznie wszystko było pozamykane. Niestety na zamek i synagogę mogliśmy popatrzeć sobie z zewnątrz. Nie odwiedziliśmy żadnej restauracji, a tyle słyszałam o jedzeniu w tych stronach. Pozostał nam tylko spacer po rynku. Najciekawszym, ale i najsmutniejszym miejscem w Tykocinie był Cmentarz Żydowski. Jest to jedna z najstarszych nekropoli żydowskich w kraju. Został on w całości zniszczony przez Niemców w czasie wojny. Obecnie możemy zobaczyć duży teren zielony z kilkoma kamieniami (macew) i jest to bardzo smutny widok.

***

Wieczorem znaleźliśmy schronienie na polanie gdzieś przy granicy z Białorusią. Dookoła nie było nic prócz drzew i ambony (tej służącej do polowań). Mogliśmy w spokoju zaparkować naszego pseudo campera i spędzić całą noc w Puszczy Knyszyńskiej.

Praktycznie:

Naszym camperem, czyli służbową Skodą zaparkowaliśmy w okolicach wejścia na teren siedziby Parku Narodowego, gdzie jest duży publiczny parking. Nikt Was stąd nie wygoni, a w rogu schowany jest ToiToi. Idealny nocleg, gdzie rano do bramy Puszczy Białowieskiej mamy 30 sekund.

lokalizacja GPS: 52.700269, 23.843309

Jeżeli śpicie w samochodzie i przypadkowo weźmiecie ze sobą kołdrę puchową, to zdecydowanie lepiej jest się nią przykryć niż potraktować ją jako prześcieradło. Wychodzi na to, że jeszcze nie jestem gotowa na spanie w samochodzie poniżej 0 stopnia C 🙂

P.S W starciu z łosiem, a potem z lisem nikt nie ucierpiał. Nawet nasz camper w postaci Skody.

You May Also Like

Składak Challenge – 60 kilometrów po Śląsku na Jubilacie

Warmia i Mazury – glamping w zgodzie z naturą

Opuszczone miejsca w Warszawie i okolicach

Lazurowe Jezioro, czyli zanieczyszczone polskie Malediwy