Moje ulubione miejsca w Kopenhadze – spa pod gołym niebem

W Kopenhadze mogłabym zamieszkać. Wszechobecne rowery, przyjaźni ludzie, sielski klimat i ten skandynawski styl. Spędziliśmy tam tylko kilka dni i aż szkoda było mi wracać do domu. Nawet pogoda nam dopisała, a to sukces jak na północ Europy w listopadzie. Poniżej przedstawiam Wam 5 miejsc w Kopenhadze, które uważam za najciekawsze i na swój sposób oryginalne.

 

Copenhot – spa pod gołym niebem

W podróży zawsze lubię zrobić coś innego niż tylko chodzić po mieście i zwiedzać. Całkiem przypadkowo dowiedziałam się o Copenhot, czyli o spa pod gołym niebem.

Przez 1,5 godziny siedzieliśmy w 40-stopniowej bani z widokiem na Kopenhagę, a w międzyczasie korzystaliśmy z sauny z przeszkloną ścianą, aby i z tego miejsca podziwiać stolicę Dani. Michał przy okazji zażył kąpieli w lodowatej wodzie w morzu i to nie raz ani nie dwa.

Mimo małej ilości snu, zasuwania z bagażami na drugi koniec Kopenhagi, po kilkunastu minutach w ciepełku z widokiem na miasto całe zmęczenie odeszło w zapomnienie i nawet zimno, aż tak nam nie przeszkadzało. Ja nawet przełamałam się i weszłam do sauny. Ponadto wydaje mi się, że te 1,5 h to idealny czas, aby skorzystać z takiej atrakcji i najwyżej zostać z lekkim niedosytem.

Stacjonarna bania to nie wszystko. Można również skorzystać z łodzi, która robi za jacuzzi i pływa sobie po porcie. Miłośnicy jeszcze ładniejszych widoków z góry mogą wybrać jacuzzi na wieży w pakiecie z butelką Cavy (hiszpańskie wino musujące).

Praktycznie:

Oczywiste, ale muszę o tym wspomnieć. Weźcie ze sobą strój kąpielowy, ręcznik, suszarkę do włosów i klapki. Na miejscu nie ma prysznica i zaleca się kąpiel przed spa. Zostaje jeszcze kąpiel w morzu:) Nie ma „normalnej” toalety, tylko ToiToi. Spokojnie, przebieralnie są dostępne. Osobne dla kobiet i mężczyzn. Na teren spa nie można wnosić swoich zapasów jedzenia i picia, ale na miejscu można zaopatrzyć się w wino, piwo, cydr czy soki.

Adres: CopenHot Refshalevej 325, 1432 København K

Ogrody Tivoli

Tivoli to drugi, najstarszy park rozrywki na świecie. Został założony w 1843 roku przez Georga Carstersena. Na tych 9 ha znajdziemy wszelakie odmiany karuzeli, rollercoaster (otwarty w 1914 roku) samoloty z obrotem 360 stopni wokół własnej osi i inne – łącznie 26 atrakcji. Tyle możliwości, a wszystko takie drogie. Szkoda, bo pokusy czyhają na każdym kroku 🙂

Organizowane tu są wszelkiego rodzaju zabawy, festyny, jarmarki, koncerty, a nawet występy baletowe. Miłośnicy pantomimy mogą również odnajdą się w Tivoli:)

Polecam odwiedzić Tivoli o zmroku. Park rozrywki wygląda wtedy magicznie i baśniowo. Serio, przeniesiecie się w inny wymiar. Spacer między uliczkami będzie przypominał wycieczkę po świecie bajek. Nawet byłam w stanie przeboleć liczne sklepy z pamiątkami, czapkami i innymi kartkami. Myślałam, że cały ogród Tivoli obstawiony jest atrakcjami typowymi dla lunaparków, a tu na dzień dobry coś takiego. No dobra, te małe skandynawskie, oświetlone domki z gadżetami w środku również wyglądały magicznie.

Ale przejdźmy jednak do karuzeli i mojej walki z lękiem wysokości

Ta zielona 80-metrowa wieża kusiła mnie od dnia przyjazdu. Szczególną uwagę zwróciłam na ludzi, którzy kręcili się na samej górze na karuzeli. Szyba kalkulacja: ja czy lęk wysokości?

Star Flyer

Star Flyer jest jedną z najwyższych karuzeli na świecie. Na wieżę składają się atrakcyjne widoki z góry, klasyczna karuzela, która dodatkowo wychyla się na boki, gdzie towarzyszy nam uczucie latania i jeszcze ten dreszczyk emocji – strachu i ulgi. Im byliśmy wyżej, tym bardziej wiało i bałam się, że nas zwieje.

Cały czas patrzyłam w dół i zastanawiałam się, co mnie podkusiło. Dobrze, że Michał siedział obok. Inaczej musieliby zatrzymać pojazd i  ściągać mnie z góry 🙂

Mimo wszystko bardzo fajne doświadczenie, ciekawe widoki z góry i cieszę się, że po raz kolejny przesunęłam swoje granice:) To co? Teraz motolotnia? 🙂

Przed wejściem musieliśmy zostawić aparaty i niestety nie mam żadnych zdjęć, czy nagrań, ale polecam Wam obejrzeć ten filmik ze Stary Flyer – idealnie oddaje klimat tego miejsca.

Nyhavn, czyli Stary Port

To tutaj zrobimy pocztówkowe zdjęcie Kopenhagi z kolorowymi budynkami, portem i żaglówkami w tle. Baśniowy port został zbudowany w XVI wieku i do dziś jest ikoną Kopenhagi. Wcześniej na jego terenie znajdowały się magazynownie, które szybko przerobili na knajpki i restauracje. W trzech z tych kolorowych budowli mieszkał Andersen – nr. mieszkania 18, 20, 67.

Ulica składa się z dwóch nabrzeży, jedna nazywana jest stroną słoneczną, a druga stroną cienia. Ta jaśniejsza do lat 60. XX wieku odgrywała rolę domu publicznego. Pijaństwo nie było tutaj obce 🙂 W latach 70. Nyhavn stała się modną dzielnicą chętnie zamieszkiwaną przez Duńczyków. Obecnie kanał wykorzystywany jest przez statki turystyczne, a w okolicy nie brakuje barów i restauracji.

Park Superkilen

Park Superkilen znajduje się w dzielnicy Nørrebro, gdzie mieszkają przedstawiciele ponad 60 narodowości. Taka mieszanka kultur powodowała wiele konfliktów. Nowe zagospodarowanie przestrzeni miejskiej miało pozytywnie wpłynąć na mieszkańców, gdzie każdy mógł zaznaczyć swoje korzenie i kulturę. Nowoczesny park miał także pokazać Kopenhagę jako otwarte i nowoczesne miasto.

Przestrzeń miała sprzyjać wzajemnej integracji, ale istotnym elementem była także edukacja na temat innych narodowości. W ten sposób w parku znalazły się angielskie kosze na śmieci, norweskie stojaki rowerowe, zjeżdżalnia z Czarnobyla, huśtawki z Iraku, indiańska ścianka wspinaczkowa czy nawet gdańskie włazy uliczne. Każdy chciał zaznaczyć swoją kulturę i nawet ściągali ławki z innych krajów, aby spełnić zachcianki każdej narodowości.

W Parku znajduje się czerwony, czarny i zielony plac. My skupiliśmy się na tym drugim, który w całości pokryty jest białymi pasami. Mimo że na zdjęciach wygląda ciekawiej niż na żywo to i tak polecam. Plac nie bez powodu nazywany jest rynkiem. To właśnie tutaj znajduje się miejsce spotkań.

Najbardziej zaintrygowała mnie ta czerwona część, ale na żywo nie wyglądała zachęcająco ze względu na remont. Ten fragment parku koncentruje się na rekreacji i jest symbolem nowoczesnego życia w mieście. W trzeciej części znajduje się zielony park, a w nim stoły z Armenii.

Kiedy tylko zobaczyłam znak wielkiego donuta rodem z Kalifornii od razu zaczęłam szukać tej pączkarni. Okazało się, że ona nie istnieje w Danii. To tylko gadżety z innych stron świata przywieziony w ramach akcentowania każdej kultury.

Wolne Miasto Christiania

W założeniu miał być to idealny świat, gdzie mieszkańcy samodzielnie mogą ustalać prawa, dbać o wspólne dobro i być samowystarczalni społecznie i ekonomicznie. Hipisi i artyści mieli doskonałe miejsce do swojego rozwoju. Początkowo Christiania rozwijała się dynamicznie, było kolorowo, wesoło i wszystko było zadbane. Mieszkańcy mogli hodować miękkie narkotyki oraz wytwarzać alkohol, a władze przymykały na to oko. Każdy, kto chce zapalić „skręta” może udać się prosto do Christianii, gdzie przy okazji nabędzie „towar”. Na początku lat 90. wszystko zaczynało się psuć, a rynek narkotykowy stawał się coraz bardziej dochodowym interesem.

Słynną Pusher Street (główna ulica) zaczęły opanowywać gangi, które zaczęły sprzedawać twarde narkotyki, a przemoc była tu na porządku dziennym. Mimo nadużyć władza nadal przymykała oko na to wszystko. Dopiero na początku XXI wieku dilerzy zaczęli być inwigilowani i policja raz na jakiś czas przeprowadza obławę. Obecnie liczba mieszkańców spadła poniżej tysiąca. Cóż, dilerzy potrafią drwić z władzy i np. sprzedawać narkotyki w kamuflażu wojskowym.

Christianię umieściłam w tym wpisie, ponieważ nigdy nie spacerowałam pomiędzy straganami, gdzie przede mną prezentował się cały wachlarz różnych narkotyków. Przyznaję, że było to niecodzienne. Szkoda, że wcześniej nie dostrzegłam co tu jest grane i od razu wyciągnęłam aparat. Unikajcie celowania obiektywem w ludzi w tej części Kopenhagi. Niby nie można robić tutaj zdjęć, ale sporo osób je robi.

Christiania może i jest oryginalna i miała fajne założenia, ale nie wiem, ile z tego zostało. Obecnie bardziej przypomina melinę niż miejsce, gdzie można być szczęśliwym i spełniać swoje marzenia. Bardzo dużo jest tutaj naćpanych ludzi, od których bije raczej ból psychiczny, a nie poczucie wolności i spełnienia.

Czy Christiania jest bezpieczna? Słyszałam różne opinie, ale sama po zmroku bałabym się tam przebywać. Na pewno warto tutaj przyjść za dnia lub po południu, aby na własne oczy zobaczyć to, co zostało z Christianii. Często odbywają się koncerty czy imprezy.

Jeżeli komuś przyjdzie do głowy, aby zakupić sobie co nieco, to warto pamiętać, że w Danii narkotyki są nielegalne i posiadanie ich poza Christianią może mieć przykre konsekwencje.