Opuszczone miejsca w Warszawie i okolicach

Odległe podróże na chwilę (albo i dłużej) poszły w odstawkę przez koronawirusa. Z tego względu postanowiliśmy realizować plany turystyczne bliżej domu, które zawsze spychaliśmy na dalszy plan. Nawet krótkie wypady dostarczyły mam adrenaliny i pozwoliły poznać Warszawę i okolice. Już zapomniałam jak bardzo lubiłam odkrywać opuszczone miejsca.  Chodźcie zobaczyć rudery, ale takie z klimatem.

Opuszczona truskawka

Oto wielka, opuszczona truskawka, która kiedyś reklamowała Gospodarstwo Ogrodnicze Sadpol. Obecnie została zostawiona na pastwę losu. Śmialiśmy się jeszcze bardziej z tego eksponatu, ponieważ truskawkę widać z satelity, tak samo, jak Mur Chiński. Myśleliśmy, że Amerykanie są mistrzami w takich przydrożnych reklamach i eksponatach. Okazało się, że i w naszej ojczyźnie są takie instalacje.

Powiem Wam, że ten ogromny owoc na żywo robi jeszcze większe wrażenie niż na zdjęciach. Uwielbiam opuszczone miejsca, ale czegoś tak dziwacznego przy drodze jeszcze nie widziałam. Było to trochę surrealistyczne doświadczenie, ale warte każdego przejechanego kilometra.

Opuszczona willa w Józefowie

Upatrzyłam sobie ciekawą opuszczoną willę w Józefowie pod Warszawą. Myślałam, że to będzie szybki urbex. Jedziemy, zwiedzamy, zdjęcia i powrót do domu. Okazało się, że miejsce wcale nie jest tak łatwo dostępne, jak zakładałam. Wielki płot przy drodze trochę utrudnił nam eksplorację. Musieliśmy podjechać z drugiej strony, przejść kawałek, obejść zbiornik wody, następnie trochę pobuszować w krzakach i dopiero znaleźliśmy się po drugiej stronie ogrodzenia. Jeszcze trzeba było je przeskoczyć. Zawsze jak pojawiają się takie trudności, mam duże obawy, czy w ogóle uda nam się wejść. Czasami trudno mi uwierzyć, że niektóre opuszczone miejsca, które są pełne dokumentów, wyposażenia są tak łatwo dostępne dla ludzi z zewnątrz.

Najpierw dwa duże psy chciały nam odgryźć głowę i na chwilę zamarliśmy. Na szczęście biegały nie tam, gdzie chcieliśmy się dostać tylko działkę dalej.  Widzieliśmy, że nie tylko my szukamy tej willi i przedzieramy się przez krzaki, żeby zobaczyć pozostałości po luksusowej posiadłości. Nie spodziewałam się, że jest to popularne miejsce.

W niektórych sytuacjach warto jest być wysokim człowiekiem. Przede mną stał  3-metrowy płot, przez który musiałam przejść. Dopiero za trzecim podejściem z pomocą Michała udało mi się znaleźć po drugiej stronie. Do tej pory bolą mnie ręce od wyginania się i zwisania na ogrodzeniu. Trudno by było mi się pogodzić z myślą, że włożyliśmy tyle wysiłku, aby tam się znaleźć i nic byśmy nie zobaczyli.

Willa Gąseckich, którą tak bardzo chcieliśmy zobaczyć, została wpisana do rejestru zabytków w 2014 roku ze względu na wartości artystyczne i naukowe. „Zameczek” wybudował muzyk z Włoch dla swojej żony, a później należała do Stanisława Gądeckiego. Był on znanym producentem tabletek na ból głowy i kaca tzw. “proszków z kogutem”.

Posiadłość formą nawiązuje do epoki romantyzmu, która odwołuje się do średniowiecza. Kiedyś willa była bogato zdobiona, ale pozostała jedynie rzeźbiona głowa smoka. Po kamiennych tarczach z inicjałami właścicieli i wazonach nie ma już śladu. W środku poza murami, kominkiem i kręconymi schodami nie zostało już wiele. W czymś rodzaju składziku widać było, że ktoś tu pomieszkuje/pomieszkiwał.

Willa pełniła funkcję letniskową i tuż za nią znajdują się jeszcze drewniane domki, które są w nie najgorszym stanie. W krzakach można znaleźć huśtawkę ogrodową i chyba tyle zostało po letnikach. Kusiło nas, aby wąskimi schodami wejść na wieżę, ale w połowie drogi odpuściliśmy. Czasy świetności willi już minęły i schody mogłyby nie wytrzymać naszego ciężaru. Za to nie odmówiliśmy sobie wejścia na balkon.

6 lat temu zmarł właściciel, a spadkobiercy nie mogą się dogadać, więc wystawili willę na sprzedaż. Od dłuższego czasu stoi pusta i niszczeje. Sąsiedzi nazywają ją „zameczkiem”.

Przez większość czasu miałam z tyłu głowy, że jeszcze czeka mnie akcja “skok przez płot”. Powrót był nieco gorszy, ponieważ po drugiej strony odległość od ziemi była większa. Jak już się wdrapałam na ogrodzenie, to zobaczyłam, że po drugiej stronie leży głowa zdechłej kaczki i klepisko z piór. Akurat znajdowały się tam, gdzie chciałam skakać. Na górze uroniłam łezkę i postanowiłam zsunąć się po rurze w dół. Chyba nadal mam lęk wysokości, ale te cyrki były warte. Pozostałości po willi robiły wrażenie i zachwyciły nas swoją tajemniczością, a przede wszystkim elegancją.

Opuszczona Restauracja Olimpijska

Najbardziej lubię opuszczone miejsca, w których coś jeszcze pozostało poza obdartymi ścianami. Restauracja Olimpijska była dobrym wyborem. Trochę się naszukaliśmy tej rudery i już zwątpiłam, że ją znajdziemy. Okazało się, że miejsca, które są łatwo dostępne nie zawsze są tak proste w namierzeniu jakby się mogło wydawać.

Restauracja Olimpijska powstała w 1996 roku, a do 2009 roku organizowano tutaj imprezy okolicznościowe i dancingi. Obecnie budynek niszczeje, ale w środku można jeszcze coś zobaczyć poza myszami. Obiekt z boku wygląda dość niepozornie, ale w środku znajdują się dwie wielkie sale, łazienka, szatnie, kuchnia, chłodnia i nawet specjalne pomieszczenie przeznaczone do przechowywania chleba.

Znaleźliśmy również fragmenty menu oraz opisy poszczególnych rodzajów kaw. Powywracane krzesła nie robiły takiego wrażenia, jak umywalki, piec, czy słuchawka od kranu. Do czego to doszło, żeby się zachwycać takimi zniszczonymi przedmiotami. Ogólnie warto było błądzić, żeby zobaczyć, gdzie kiedyś balowali bogaci ludzie ze świata sportu 🙂

Zawsze mnie zastanawia, dlaczego takie miejsca niszczeją. Problemy prawne z ustaleniem właściciela? Brak środków? Jeszcze bardziej dziwię się, że niektóre budynki są ot tak dostępne. Nikt nie zamknie ich na klucz, nie zamuruje wejścia, tylko każdy może wejść i rozkraść, to co z nich pozostało.

Będę wdzięczna za polecenie innych opuszczonych miejsc w woj. mazowieckim, w których można coś zobaczyć poza gołymi ścianami 😉

You May Also Like

Atrakcje Dolnego Śląska i nocleg w sferycznym namiocie

Miejsca Mocy na Podlasiu – Święta Góra Grabarka i inne

Kimura Glamping – gdzie uciec z Warszawy na jedną dobę?

Składak Challenge – 60 kilometrów po Śląsku na Jubilacie