Warmia i Mazury – glamping w zgodzie z naturą

Na Warmię wybraliśmy się tuż po tym, jak rząd postanowił otworzyć hotele. Podróże znowu były możliwe, ale normalność nadal nie wróciła. Wiele „atrakcji” było jeszcze zamkniętych, ale staraliśmy się czerpać z tego wyjazdu, ile się tylko da. To będzie wpis raczej o powolnym podróżowaniu, bez spektakularnych zabytków, ale w zgodzie z naturą. Chciałabym polecić Wam kilka miejsc, które są jedyne w swoim rodzaju.

Lawendowe Pole

W Lawendowym Polu panuje sielski klimat. Tutaj nikt się nie spieszy – pewnie nawet nie ma gdzie. Dookoła nie ma nic prócz gospodarstwa i pól, na których lawenda przymierza się do tego, aby zakwitnąć. W tych stronach nawet psy są miłe i nie chcą mnie zjeść, a nad ranem śpiewają ptaki. Po zgaszeniu świateł nie widać dosłownie nic. Trudno o takie doświadczenia w Warszawie – nawet na obrzeżach.

Nasza drewniana chata miała swój urok. Położona była z daleka od cywilizacji, a w środku było tak starodawno. Przez dwa dni mogliśmy doświadczyć tego słynnego slow life. Ta idea bardzo mi się podoba, ale nie jest do końca spójna z moim temperamentem. Lubię działać, dużo robić i raczej trudno mi odpuszczać.

Na Warmii siłą rzeczy można zwolnić i żyć zgodnie z naturą. Chyba muszę powoli zrównoważyć działanie i zrobić trochę przestrzeni na chodzenie po polach, wąchanie kwiatków i może w końcu uda mi się zobaczyć lawendę 🙂

Lawendę w pełnej okazałości można zobaczyć mniej więcej od połowy czerwca do połowy lipca. W sezonie właściciele organizują warsztaty alchemiczne, na których uczą jak robić naturalne kremy i olejki z lawendy. Dostępne jest również muzeum, w którym można zobaczyć przedmioty codziennego użytku związane z lawendą i nie tylko. Niestety te wszystkie atrakcje nie były dla nad dostępne z powodu pandemii i tego, że sezon dopiero się zaczynał.

Kozia Farma Złotna

Kolejnym punktem na naszej mapie była Kozia Farma Złotna. Jeśli będziecie w tych okolicach, to polecam zarezerwować sobie 2 godziny na spotkanie z kozami i degustację serów. Kto by pomyślał, że trzeba jechać, aż na Warmię, aby wziąć na ręce tygodniowe koziątko?

Okazało się, że kozy są trochę jak koty – łaszą się, chcą być głaskane i można je wziąć na ręce. Jeśli dobrze pamiętam, zwierzęta będą przyjazne, jeśli tylko nie złapiemy ich za rogi. Do tego lubią ciągnąć za włosy i  suwaki.  Następnie na stół wjechały liczne sery, opowieści z warsztatów serowarskich i można było na chwilę zapomnieć o tym całym koronawirusie. Poczyniliśmy spore zakupy, aby u siebie w domu mieć kilka zdrowych produktów bez konserwantów.

Galeria Kawkowo

Na Warmii jest jeszcze jedno super miejsce, o którym warto wspomnieć. Galeria Kawkowo to kawiarnia, gdzie można napić się ziół zebranych w ogródku, zjeść świeże ciasto i przy okazji zobaczyć wystawę obrazów. No i jeszcze można zakupić wyroby ręczne.

W agroturystykach na Warmii panuje przyjazna i rodzinna atmosfera. Wszyscy wzajemnie polecają i sprzedają swoje produkty. Nikt się nie spieszy i chyba nie narzeka. To chyba pierwsza oaza spokoju, jaką znalazłam 😉

Lody z Łukty

Z kilku źródeł słyszałam, że najlepsze lody serwują w Łukcie „U Smolejów„. Za pierwszym razem byłam na poście, więc nie doświadczyłam tego fenomenu. Za drugim razem była pandemia, ale mimo to wydawali lody na wynos. Było warto, ale Good Lood nie pobije żadna lodziarnia.

Zajazd pod Kłobukiem

Właściciel Koziej Farmy Złotna polecił nam na obiad wybrać się do zajazdu „Pod Kłobukiem„. Lokal serwuje lokalną kuchnię, a restauracja znajduje się w nieistniejącym już pałacu w Małdytach. Co ważniejsze, należy do sieci „Europejskiego Dziedzictwa Kulinarnego”. Pełny parking tylko dał nam nadzieję, że to był dobry wybór. Dobrze, że dopiero potem dowiedziałam się, że Magda Gessler maczała tu swoje palce. Nie jestem fanką „Kuchennych Rewolucji”, ale tym razem widać, że się udało. Podają tu całkiem dobry rosół i perliczkę ze szpinakiem.

Glendoria, czyli glamping na Warmii

Glendoria to takie połączenie luksusu i campingu. Spaliśmy w namiocie, który kojarzył nam się z harcerstwem. Z drugiej strony w środku był piec i normalna łazienka. No i nie kapało nam na głowę. Ale zimno było tak jak pod klasycznym namiotem 🙂

W Glendorii czas płynie wolno. Rano wstawaliśmy na śniadanie, które było serwowane w stodole. Później leżeliśmy na mokrym hamaku, czytaliśmy książki w altance albo siedzieliśmy pod wełnianym kocem w namiocie.

Na terenie Glendorii znajdują się dwa pomosty z niewielkim jeziorkiem, po którym można pływać kajakiem. Bardzo ustronne i niepozorne miejsca w pełni jest dostępne dla gości. Po drodze mijaliśmy kozę, która była towarzyska i chodziliśmy po okolicznych lasach. Wracaliśmy na kolację do stodoły, piliśmy cydr z Kwaśnego Jabłka i ponownie zamykaliśmy się w naszym „luksusowym namiocie”. W nocy słuchaliśmy koncertu żab, kukułek, sowy i innego ptactwa. Tak naprawdę w tym miejscu można spędzić nawet tydzień, aby w pełni odpocząć i pożyć sobie na łonie natury. Jak pogoda dopisze, to można również skorzystać z basenu i wybrać się na rowery.

Camp Spa

Niestety m.in. z powodów koronawirusa Camp Spa było zamknięte. Był to nasz główny cel podróży na Warmii, ale mogliśmy zobaczyć jedynie tabliczkę „zamknięte”. Miałam to szczęście, że rok temu mogłam w Camp Spa doświadczyć kąpieli ziołowej, skorzystać z sauny i pić wodę z pokrzywą w balii. Zdecydowanie jest to jedno z ciekawszych miejsc w Polsce, które odwiedziłam.

Camp Spa - balia, sauna i ziołowe kąpiele w lesie

Camp Spa - balia, sauna i ziołowe kąpiele w lesie

Camp Spa - balia, sauna i ziołowe kąpiele w lesie

Camp Spa - balia, sauna i ziołowe kąpiele w lesie

Camp Spa - balia, sauna i ziołowe kąpiele w lesie

***

Czas na Mazury

Kolejny wyjazd miał miejsce na Mazury. Było to połączenie remontu mieszkania w Piszu, pracy, a w wolnych chwilach zwiedzania. Mimo że mieliśmy niewiele czasu na odkrywanie okolicy, udało się upolować prawdziwe perełki. No i na pewno kiedyś chciałabym się bardziej zagłębić w te tereny. Gdziekolwiek nie pojadę teraz w Polsce, to mam ochotę tam wrócić i jeszcze lepiej poznać okolicę.

Co ciekawego słychać w Piszu?

Nie miałam specjalnych oczekiwań w związku z Piszem. Może dlatego to miejsce tak mnie zaskoczyło. Nie jest specjalnie turystyczne i pewnie największą atrakcją jest Ratusz i wieża ciśnień, o której zapomnieliśmy.

Bardziej skupiliśmy się na tej zapomnianej i opuszczonej części Pisza. Spacerowaliśmy w okolicach dworca, który wygląda jak widmo. Zobaczyliśmy miejsce, gdzie odbywa się lub kiedyś odbywał targ. Moją uwagę przykuł opuszczony most i miałam poczucie, że to miejsce jest porzucone i trochę niszczeje. Mimo wszystko dobrze się tam czułam, nie było takiego pędu, jaki czuć w Warszawie.

Warto zajrzeć też do Cafe Piernikarnia, gdzie serwują dobre lody i własnoręcznie robione pierniki. Fajnie było po tak długiej kwarantannie usiąść w kawiarni w ogródku. Trochę tak jakby normalność powoli wracała. Tuż obok znajduje się odnowiony bulwar nad rzeką Pisą, którym przyjemnie się spaceruje. To właśnie tutaj tętni życie, tak samo, jak w okolicach Ratusza.

Na pewno nietypową atrakcją były ruiny zamku krzyżackiego. Gdzieś w krzakach znajduje się kawałeczek muru. Naprawdę trudno było nam to znaleźć, ale i tak śmialiśmy się, że ta „atrakcja” jest tak wysoko oceniana na TripAdvisor. Duże wrażenie zrobił na nas cmentarz ewangelicki, na którym pochowanych jest 200 żołnierzy niemieckich i rosyjskich, poległych podczas I wojny światowej.

Miejscowość Wiartel i opuszczony hotel

Na Mazurach nieplanowanie zwiedziliśmy opuszczony dom wypoczynkowy/hotel/pensjonat. Limit spontaniczności chyba wyczerpałam do końca pandemii 😀

Tak naprawdę ten ośrodek chyba został porzucony, zanim zamieszkali w nim kuracjusze. Widać było, że nie jest do końca wykończony. Gniazdka nie zostały zamontowane, a okna wyglądały na nowe. Siłą rzeczy nie było wyposażenia. Jedynie rozpoznaliśmy recepcję i salę balową, jadalnię (?) na dole. No i płytki w łazienkach była charakterystyczne.

Chciałam znaleźć jakiekolwiek informacje o tym obiekcie widmo, ale się nie udało. Może ktoś z Was rozpoznaje to miejsce? 🙂

Tak naprawdę, tylko niewielki wycinek Warmii, a tym bardziej Mazur udało nam się odkryć. Z drugiej polecam Wam zwiedzać Polskę krok po kroku, na tyle ile pozwoli czas i możliwości finansowe. Jest to taki duży oddech po prawie 3-miesięcznym zamknięciu 😉

You May Also Like

Kimura Glamping – gdzie uciec z Warszawy na jedną dobę?

Składak Challenge – 60 kilometrów po Śląsku na Jubilacie

Dziwaczne i opuszczone miejsca na Teneryfie – 9 lokalizacji

Opuszczone miejsca w Warszawie i okolicach