Wodospady Blue Falls, plantacja kawy i opuszczone sanatorium w Kostaryce

W Kostaryce znajdują się dwa lotniska międzynarodowe – w San Jose i Liberii. My wylądowaliśmy w San Jose, które jest świetną bazą wypadową do zwiedzania środkowej części kraju. Poniższy przewodnik obejmuje atrakcje w bliskiej odległości od stolicy Kostaryki. Zapraszam!

Blue Falls – trekking po dżungli

5-godzinny trekking po dżungli był ciekawszy niż zakładaliśmy. Wybraliśmy opcję full, czyli wycieczkę po całym kompleksie wodospadów Blue Falls, które swój kolor zawdzięczają minerałom z pobliskich wulkanów – Paos i Viejo. Zanim weszliśmy na szlak, byliśmy już cali mokrzy od deszczu. Pora deszczowa rządzi się swoimi prawami. Potem pogoda się poprawiła, ale to już nie miało znaczenia. Przechodziliśmy przez rzeki, z wodą do kolan, byliśmy ochlapani przez wodę z wodospadów i wspinaliśmy się po małych górkach, które obsuwały się od błota. Przez krowie placki chyba też przechodziliśmy. Nurt rzeki był silniejszy niż moje nogi i gdyby nie przewodnik, zostałabym w tej rzece.

Przed trekkingiem przewodnik zasugerował, żebyśmy wzięli sobie po dwa kijki. Zdecydowanie ułatwiły przedzieranie się przez dżunglę i silny nurt rzeki. Śliskie kamienie nie ułatwiały sprawy. Początek trasy jest łatwy, ale dalsza część wymaga intensywnej wędrówki przez las tropikalny.

No i zobaczyliśmy mimozę, która zamyka liście, kiedy ktoś ją dotknie. Roślina symbolizuje wrażliwość i wstydliwość 😉 Kilka lat temu w Norwegii nauczyłam się, że na takim wyjeździe mokre włosy i brudne ubrania mogą być stałym elementem krajobrazu. No i są – duża wilgotność sprawia, że ubrania wolna schną, a nasz zbiornik na wodę wcale nie ma aż tak dużej pojemności. Woda do gotowania wygrywa z prysznicem 🙁 Mimo wszystko, z czasem można się do tego przyzwyczaić i po prostu cieszyć się wycieczką.

Na sam koniec, na oparach sił udaliśmy się do wodospadu Catarata del Toro, który liczy sobie aż 90 metrów i zanurza się w kraterze wygasłego wulkanu. Moim zdaniem pozostałe wulkany ukryte w dżungli z turkusową wodą robiły większe wrażenie niż ten gigant.

Przewodnik podkreślał, że to jest nasza wycieczka i mamy tyle czasu na postój, kąpiel w wodospadzie, zdjęcia ile chcemy. Mówił tylko po hiszpańsku, więc już nie miałam wyjścia, żeby nie używać tego języka. Ci ludzie są tu mega przyjaźni ❤ Zdecydowanie polecam wybrać dłuższą, kilkugodzinową wycieczkę, aby poznać mniej zadeptane zakamarki Kostaryki.

Opuszczone sanatorium dla chorych na gruźlicę

Sanatorium Dr. Carlos Duran Cartin to ruiny dawnego szpitala. Niby opuszczone miejsce, ale jest bardzo turystyczne. Przed tajemniczym budynkiem znajdują się parking, kasa, łazienki i restauracja. Mimo wszystko warto było tam zajrzeć!

Przez wiele lat budynek funkcjonował jako szpital dla chorych na gruźlicę, a także przytułek dla chorych psychicznie. Po 1963 roku Sanatorium przestało funkcjonować, ponieważ gruźlica nie była już problemem, a chorzy psychicznie mogli leczyć się w bardziej humanitarnych szpitalach. Przez pewien czas znajdował się tam sierociniec, a później miejsce zostało przekształcone w więzienie o maksymalnym rygorze. Sanatorium Duran zostało zamknięte na stałe w 1973 roku ze względu na uszkodzenia strukturalne spowodowane erupcją pobliskiego wulkanu Irazu.

Doka Estate Costa Rica Coffee Tour & Plantation

Najlepsze kawy są zbierane ręcznie, nie ma tu miejsca na automatyzację – zbieracz na oko wybiera wystarczająco dojrzałe owoce. Ponieważ nie dojrzewają regularnie, najpierw są to pojedyncze owoce na jednej roślinie, zbieracze dostają więcej pieniędzy na początku zbiorów (w październiku) niż na końcu (w kwietniu), kiedy zbieranie wymaga dużo mniej uwagi i wybierania właściwych owoców. Pieniądze wypłacane są na podstawie ilości zebranych Cajueli, czyli specjalnych pojemników wyprodukowanych i zatwierdzonych przez kostarykańskie Ministerstwo Kawy. Jedna Cajuela ma jedną stopę sześcienną i zbieracze dostają za nią od 2 do 6 dolarów.

Zebrane owoce wrzucane są do wody i na podstawie wyporności (najbardziej dojrzałe są najcięższe i leżą najbliżej dna) sortowane do dalszej obróbki. Dalsza obróbka może odbywać się w różny sposób: 1. Ziarna są obierane, cukier w ich miąższu fermentowany w wodzie i potem suszone (washed) 2. Ziarna obierane ale suszone bez fermentacji (honey). 3. Całe owoce suszone, i dopiero po suszeniu obierane (natural). Maszyny do obierania sortowania i suszenia na plantacji Tres Generationes napędzane są kołem młyńskim – energią wody z pobliskiego strumienia.

Suszenie ziarenek kawy

Suszenie odbywa się najpierw na słońcu na specjalnym patio (wybetonowanym placu – jak parking). Ostateczne suszenie odbywa się w suszarce – wygląda zupełnie jak bęben takiej do ubrań – jest tylko dużo większa. Wysuszone nasiona muszą leżakować w specjalnych workach. Na tym etapie ziarna albo trafiają do lokalnej palarni, albo są pakowane i sprzedawane innym firmom w przypadku „naszej” plantacji – Starbucks, Tchibo i Illy.

Uff trochę tego jest, a nawet nie ruszyłem tematu, co jak te procesy wpływają na smak 🙂 Teraz pozostało ją tylko odpowiednio zmielić, zaparzyć jedną z miliona metod i przyrządzić na jeden z miliarda sposobów 🙂

I na koniec, trochę obok, trochę nie – Kostaryka jest najbardziej rozwiniętym krajem regionu a nadal, porównując do Polski – biedna. W takich warunkach trudniej jest zadbać o dobrostan pracowników i środowiska. Za to łatwiej i taniej jest wielkim firmom wypracować „ustępstwa” i „kompromisy” w tych kwestiach.

Jeżeli chcecie, żeby sen z powiek spędzała wam kofeina, a nie warunki pracy zbieraczy, którzy przyjeżdżają tu z Nikaragui – warto wczytać się w pochodzenie kawy (dość łatwe w przypadku mniejszych palarni) lub chociaż wybierać te z certyfikatem Rainforest Alliance lub Fair Trade. Wiadomo, że certyfikacje tez można „wynegocjować” (kupić), ale to dobry krok w kierunku kupowania produktów, które uprzyjemniają nam życie, ale nie kosztem innych miejsc i ludzi, których nigdy nie zobaczymy na oczy.
Michał

Krater wulkanu Poas

Krater wulkanu Poas jest jednym z największych na świecie – liczy sobie aż 1,5 kilometra i 300 metrów głębokości. W sumie w parku znajdują się aż trzy kratery Main, Botos i von Frantzius. Najciekawszy jest krater Botos, w którym znajduje się jezioro w zielono-niebieskim kolorze. Czytałam, że trzeba mieć szczęście, aby zobaczyć krater i jeziorko. Nam się udało, mgła dopiero zaczęła nadchodzić w kierunku 🙂 Na pewno jest to jeden z cudów natury w Kostaryce, ale za to bardzo turystyczny. Praktycznie na samą górę można wjechać autobusem.

San Jose – stolica Kostaryki

Naszym celem w Kostaryce były atrakcje związane z przyrodą i naturą. Miasta odwiedziliśmy przy okazji. Na stronie jednego biura podróży przeczytałam, że San Jose to nowoczesne i tętniące życiem miasto. Trochę inaczej je odebrałam. Było dość szare i niekoniecznie czuliśmy się bezpiecznie. Mimo wszystko można tam trochę poimprezować, odwiedzić kasyna (stacjonarne, a nie tylko te online) czy klimatyczne knajpy z dobrym jedzeniem. Nie można odmówić San Jose, że jest świetnie położone, ponieważ stanowi dobrą bazę wypadową do innych regionów wyspy.

Cartago – najstarsze miasto w Kostaryce

Cartago ma potencjał, ale jest dość zaniedbane. Miasto zostało założone w 1563 roku, ale w późniejszych latach ucierpiało przez trzęsienia ziemi i wybuchy wulkany. Do 1823 roku było stolicą Kostaryki. Najpopularniejszą atrakcją jest  bazylika Nuestra Señora de los Angeles, która jednocześnie jest najważniejszym sanktuarium w kraju. Polecam jeszcze zobaczyć ruiny kościoła La Parroquia Santiago Apóstol, pochodzącego z 1575 r. W tym przypadku historia była podobna – obiekt był wielokrotnie niszczony przez trzęsienia ziemi. Były podejmowane próby jej odbudowy, ale ponownie przerwało je trzęsienie ziemi. Obecnie w jej wnętrzu znajduje się ogród, ale niestety nie można wejść do środka.

You May Also Like

Roadtrip wzdłuż wybrzeża Pacyfiku w Kostaryce

Manuel Antonio – najmniejszy park narodowy w Kostaryce

Las chmurowy Santa Elena i zipline w kostarykańskiej dżungli

Okolice wulkanu La Arenal – nocleg w dżungli w drewnianym namiocie