Las Vegas

Inne spojrzenie na Las Vegas

Las Vegas nie trzeba nikomu przedstawiać. Światowa stolica rozrywki i hazardu wybudowana na pustyni odżywa szczególnie po zmroku. Miasto grzechu ma dużą moc przyciągania – każdy chce choć raz na własne oczy zobaczyć tę rozpustę i ekskluzywne kasyna. Jakie jest Las Vegas? Dlaczego już zawsze będzie nam się kojarzyło ze strachem?

 

Odłóżmy na razie hazard i ten cały kicz. Las Vegas to nie tylko ruletka i imprezy. Na samym początku chciałabym pokazać Wam dwa miejsca, które zrobiły na mnie największe wrażenie, a wcale nie kojarzą się z tym miastem. Potem możemy wrócić do „typowego” Las Vegas.

Kino samochodowe

Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tego pomysłu, ale stwierdziłam, że warto spróbować czegoś nowego. Nie wyobrażałam sobie oglądania filmu przez brudną szybę, słuchania dialogów przez szeleszczące radio i oglądania produkcji z perspektywy fotela samochodowego. Nawet nie wiecie jak się myliłam 🙂 Klimat był niepowtarzalny, a wrażenia niesamowite. Nawet wtedy, kiedy sprzedawca nalał mi z dozownika masła do popcornu – nie wyglądało to apetycznie. Za to była darmowa dosypka przez cały czas. Trochę sama czułam się jak w amerykańskim firmie 😉

Radio nadawało z dobrą jakością, widok był świetny, a i trafiliśmy na całkiem niezły film. Jedynie co, to wystrzegajcie się samochodów, które mają włączoną klimatyzację. Za bardzo zakłócają dźwięk filmu.

Do wyboru są trzy ekrany i po skończeniu jednego filmu możecie przejechać na kolejne stanowisko, albo zostać w tym samym miejscu na następną projekcje. Wokół znajdują się sklepy, więc bez problemu zakupicie przekąski, picie, a nawet piwo.

Na początku była tak długa kolejka, że bałam się, że zabraknie miejsca na naszą furę. Warto być wcześniej, jeśli Wam zależy na wjeździe 🙂 Fajne doświadczenie i żałuję, że w Polsce nie ma podobnych inicjatyw. Chociaż w Warszawie w tym roku na Torze Służewiec było malutkie kino w aucie:)

Odwiedziliśmy kino samochodowe West Wind. Na tej stronie znajdziecie wszelakie informacje.

Bilety: 7,5$ za trzy filmy.

Muzeum Neonów

Od dłuższego czasu jesteśmy fanami neonów. Nawet odbyliśmy dwie wycieczki po Warszawie w celu poszukiwania tych kolorowych światełek (artykuł o tym piszę już od dwóch lat). Muzeum Neonów w Warszawie zaliczyliśmy (polecam!), więc teraz przyszła pora na Las Vegas, coby obejrzeć coś więcej niż słynny bulwar. Odwiedziliśmy prawdziwe cmentarzysko niechcianych neonów, które teraz dostały nową szansę. Dziś może nie rozświetlają ulic miasta, ale znajdują się w bajecznym muzeum.

Placówka została założona w 1996 roku i od tego czasu organizacja non-profit zbiera i konserwuje kultowe symbole Miasta Grzechu. Całą kolekcję można podziwiać tylko na 1,5-godzinnej wycieczce z przewodnikiem. Jest to duża zaleta, ponieważ możemy chłonąć historie związane z neonami. Światełka oglądamy zgodnie z podziałem na: neony z kasyn, restauracji, moteli, sklepów i warsztatów rzemieślników. Znajdują się tutaj takie ewenementy, jak neon motelu La Concha, w którym obecnie mieści się siedziba Muzeum Neonów. Szyld nawiązuje kształtem do popularnego wtedy Atomic Age Design.

Wszystkie neony znajdują się na zewnątrz i zapewne przyjdzie Wam do głowy, aby wybrać się na zwiedzanie po zmroku, kiedy wszystkie światła neonów zostaną zapalone. Niestety, tylko kilka sztuk jest na tyle sprawnych, że działa, a reszta jest w kiepskim lub opłakanym stanie.

Za bilety zapłaciliśmy 19$/osoba. Ja rezerwowałam wejściówki z kilkudniowym wyprzedzeniem. Nie wiem, jak jest z kupnem na ostatnią chwilę. Muzeum Neonów jest warte tej ceny, także polecam:)

Las Vegas Strip

Teraz możemy przejść do klasyków 🙂 Bulwar w Las Vegas rozciąga się na 7 kilometrów. To właśnie tutaj jest największa zagęszczenie hoteli, kasyn i resortów. To także najbardziej rozświetlona ulica na świecie 🙂

 

Przechadzka po głównej ulicy Strip to w pewnym sensie podróż po całym świecie. W jednym momencie znajdziemy się przy Hotelu Venetian, gdzie możemy popływać gondolą, a za chwilę przeniesiemy się do Nowego Jorku przed Statuę Wolności, aby później skończyć imprezę w Hotelu Cesar, gdzie kręcono film „Kac Vegas”. Ale to nie wszytko. Z tego całego kiczu i blasku najlepszą atrakcją był pokaz fontann pod Hotelem Bellagio (swoją drogą to jeden z najbardziej znanych i luksusowych hoteli w LV). Widziałam już kilka takich spektakli, ale te tańczące fontanny w połączeniu z muzyką Andrei Bocelli wzbudzały pozytywne odczucia.

No i jeszcze pozostaje Hotel Paris Las Vegas wraz ze swoim symbolem – Wieżą Eiffla. Chociaż najbardziej polecam Wam udać się do Hotelu Flamingo ze względu na tego różowego stwora. Niektórzy uważają, że ta noclegownia nazywa się tak ze względu na żywe flamingi, które paradują korytarzami. Nie dajcie się oszukać, to nieprawda 🙂 Samo Las Vegas nie wygląda zbyt atrakcyjnie, ale takie świecidełka warto choć raz w życiu zobaczyć 😀

Las Vegas po zmroku

Na ten cały Strip warto wybrać się po zmroku. W innym wypadku nawet nie odczujecie, że byliście w Las Vegas. Kiedy słońce idzie spać, wstają imprezowicze i fani hazardu. Do repertuaru dołączyły także pół nagie laski, które oferowały zdjęcie ze sobą za kilka dolarów. Niektóre z nich chyba dopiero co osiągnęły wiek, który uznaje się za symboliczne wejście w świat dorosłych. Do tego miliony świateł, sznury samochodów i prawdziwa radość wzbudzona wolnością i trunkami. Mimo wszystko Las Vegas posiada jeden z najwyższych współczynników samobójstwo w USA. Jakieś teorie na ten temat?

Kasyna

Tutaj hazard uprawiają prawie wszyscy. Nie ważne czy babuszka w podeszłym wieku, czy młody ślepo zapatrzony w ekran, na maszynach szaleją, jak ja w organizowanych przez siebie imprezach. Czasami myślałam, że jestem na seansie hipnozy, ale nie, to była gra o worek dolarów i Ci ludzie byli w to zaangażowani każdą komórką swojego ciała. Wiecie, że w podziemnych tunelach w Las Vegas mieszka ponad tysiąc bezdomnych? Większość z nich to nałogowi gracze, którzy w kasynie przepuścili cały dorobek swojego życia.

Zagraliśmy i my. Od początku szło nam nieudolnie. Uprzedzam, wyjazd nie zwrócił się nawet w 0,1%. Na dzień dobry okazało się, że drobne wydaliśmy na drinki. Kiedy w końcu mieliśmy monety w rękach, przyszedł czas na decyzję – w co gramy? Jako że nie potrafimy grać w nic, pozostał nam jednoręki bandyta. Trochę wstyd, nie? Problemy były już na początku. Wajcha się nie ruszała, a my nie wiedzieliśmy gdzie wrzucić pieniążka. No to co? Szukamy innego modelu automatu. Zanim Michał nakarmił sprzęt jednym dolarem, postanowił wylać drinka na maszynę.

Od początku było pod górkę. Dzięki wizycie w kasynie mamy kolejną ozdobę na ścianę. Wygrana w postaci kuponu na 12 centów zawiśnie dumnie wraz z kartką z napisem „Praga”. Trzymaliśmy ją z pełnym uśmiechem na twarzy, łapiąc stopa do stolicy Czech. Dojechaliśmy, to fakt, ale utknęliśmy tam na dwa dni. Ta ramka nad łóżkiem, to chyba będzie nasza ściana płaczu, albo ołtarzyk dokumentujący podróżnicze porażki.

Niby nie ma zakazu robienia zdjęć, ale każdy chował głowę w piasek, kiedy dyskretnie celowałam w niego obiektywem. Raz nawet poprosili mnie o dowód, kiedy podczas ruletki chciałam wzbogacić moje, fotograficzne portfolio.

Las Vegas – inne miejsca

Będąc w Las Vegas stwierdziłam, że jeden raz mi wystarczy, aby zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi. Dopiero teraz, kiedy piszę ten tekst widzę, że mamy jeszcze kilka, ciekawych punktów do odwiedzenia. Poniżej lista:

Słynny, powitalny znak „Welcome to fabulous Las Vegas”.

Wedding chapel – a może chcecie, aby ślubu udzielił Wam sobowtór Elvisa Presleya? A może nie macie na to czasu i wolicie podjechać do okienka Drive-Thru i wziąć ślub nawet bez wysiadania z samochodu? Domyślacie się pewnie, że współczynnik ślubów i rozwodów jest tutaj bardzo wysoki.

Stratosfera – najwyższy budynek w stanie Nevada, z którego rozciera się panorama na Las Vegas.

Atomic Testing Museum – poświęcone jest historii badań nad energią atomową.

I zaczął się koszmar…

Dzień zapowiadał się interesująco. Wreszcie mieliśmy nocleg w hotelu, więc perspektywa łóżka i wanny bardzo poprawiła nam nastroje. Nie ukrywam, że cieszyła mnie także cywilizacja i atrakcje miejskie. Uwielbiam naturę, ale czasami muszę popatrzeć na wieżowce i pójść do dobrego pubu.

Na koniec dnia nasza radość i spokój zostały zakłócone. Wracaliśmy do hotelu i byliśmy zdziwieni ilością policji na autostradzie. Dziwne, może tu zawsze tak jest? W hotelu zamawiając drinka kątem oka zerknęłam na wiadomości. Strzelanina w Las Vegas? Pomyślałam, że pewnie słowo „shooting” znaczy jeszcze coś innego, bo przecież jeszcze godzinę temu tam byliśmy i wszystko było ok – imprezy, weseli ludzie. W ciągu tych 60 minut ulica zamieniła się w tłumy zakrwawionych i przerażonych ludzi. Na drogach krążyły tylko karetki i policja. Nic już nie zostało z dobrej zabawy. Wszystko zmieniło się o 180 stopni.

Zawsze myślimy, że jak coś złego ma się stać, to przecież innym, a nie mnie. Wszelakie zamachy, strzelaniny, wjeżdżający ciężarówki w ludzi mocno mnie dotykają. Nie chodzi tu tylko o współczucie czy empatię, ale i o poczucie, że sama dużo podróżuję i pewnie kiedyś przyjdzie moment, że znajdę się w złym miejscu o złym czasie. Z drugiej strony czułam, że to rzadko się zdarza. Wjeżdżając do Las Vegas totalnie nie myślałam o niebezpieczeństwach. O wiele bardziej bałabym się o własne życie w Barcelonie czy Paryżu.

1 października zeszłego roku na koncercie country w Las Vegas doszło do zamachu? strzelaniny? Napastnik zastrzelił ponad 50 osób, a ponad 500 zostało rannych. Źródła podają, że była to najkrwawsza tragedia w najnowszej historii USA.

Z jednej strony byliśmy przerażeni. W końcu kilka kilometrów od naszego hotelu giną ludzie i nigdy nie wiadomo czy zaraz kolejny wariat nie zacznie strzelać na ulicy lub wejdzie do innego hotelu i powtórzy to samo. Poza tym mieliśmy spać w centrum, ale źle przeczytałam opis i wylądowaliśmy nieco dalej. W innym wypadku bylibyśmy w środku tej tragedii i zapewne nie przespałabym całej nocy. Aż później przejrzałam historię w komputerze, aby sprawdzić, czy nie zastanawiałabym się na noclegiem w hotelu Mandalay Bay, z którego okna strzelał napastnik.

Z drugiej strony mój strach został stłumiony. Wiedziałam, że i tak nie byłabym na tym koncercie. Inaczej by było, gdybym widziała zdjęcia, że strzelanina ma miejsce na głównej ulicy, gdzie byłam kilka minut temu lub ktoś wparowałby z bronią do restauracji, a ja przecież jeszcze chwilę temu jadłam ciastko w knajpie. Świadomość, że była szansa, że mogliśmy tam być i tak samo walczyć o życie przyprawia mnie o dreszcze. Trochę czułam, że to wszystko dzieje się obok nas. Może dzięki temu teraz nie mam żadnych obaw, że kiedyś będę musiała przejść przez coś takiego w podróży.

Dzień później, zgodnie z planem wyjechaliśmy z Las Vegas. Nie było żadnych problemów, utrudnień. Przez całą noc w głębi duszy czułam niepokój i już nie mogłam doczekać się, kiedy opuścimy hotel i udamy się w kierunku, o ironio, Doliny Śmierci.

Informacje praktyczne:

Wybraliśmy hotel Boulder Station Hotel Casino. Chciałam wybrać coś bliżej cywilizacji, ale nie doczytałam wszystkich informacji i zamiast 10 minut na piechotę, mieliśmy 10 minut autem do centrum. Mimo wszystko polecam. Nie jest to najwyższa półka hoteli w Las Vegas, ale dla nas i tak był to luksus. Zapłaciliśmy 165 zł za osobę za noc.

Jeśli rezerwujecie noclegi na Bookingu, skorzystajcie z tego linka. Po dokonaniu rezerwacji i opłaceniu jej i ja i Wy dostaniecie zwrot na kartę w wysokości 50 zł. Nie jest to majątek, ale zawsze coś 🙂

Jeszcze dwa lata temu można było zaparkować samochód w centrum pod hotelem za darmo, ale te czasy już się skończyły. Jeśli nie jesteście gośćmi, to za parkowanie musicie zapłacić 🙂 Jeśli, macie hotel na tyle blisko bulwaru, aby zrobić sobie spacer, to jak najbardziej polecam. Korki i problemy z parkowaniem to domena tego miasta 🙂 Niestety nie pamiętam, ile nas kosztowała ta przyjemność, ale na pewno minimum 10$.

Informacje praktycznie o komunikacji publicznej i dojeździe z lotniska znajdziecie na tej stronie. My z racji objazdówki wszędzie dojeżdżaliśmy samochodem 🙂

Aby poczuć klimat Las Vegas, moim zdaniem wystarczy jedna noc. Za dnia nie ma co zwiedzać miasta (chyba, że muzea czy punkty widokowe), ponieważ nie prezentuje się jakość szczególnie i nie ma całej kwintesencji Miasta Rozpusty. Ja żałuję, że ze względu na powyższe okoliczności nie udało nam się odwiedzić niektórych miejsc, ale nie chciałabym spędzić w LV więcej niż dwa dni. Naprawdę warto ten czas spędzić w piękniejszych częściach USA:)

Zapora Hoovera – tama na rzece Kolorado

Na sam koniec chciałabym wspomnieć jeszcze o jednym miejscu, które warto odwiedzić w drodze do Las Vegas (48 km na południowy wschód).

Zapora Hoovera powstała w latach 1931-1936  i w tym czasie była największą elektrownią wodną i konstrukcją betonową na świecie. Jest to niezwykły kunszt inżynierski, którego budowa pochłonęła wiele ofiar. Zapora była rozwiązaniem licznych powodzi powodowanych przez rzekę Kolorado. Ponadto władze szukali sposobu na wykorzystanie terenów wzdłuż rzeki, która jest największym źródłem wody w okolicznych pustyniach.

Czy warto? Jeśli jesteście geekami z krwi i kości, to będziecie zachwyceni 🙂 Michał był;) Ja to wiecie, nie moje klimaty:)

Nie jestem specjalistą od technicznych nowinek, więcej informacji o zaporze Hoovera znajdziecie na tej stronie.

You May Also Like

Subiektywny przewodnik po Wietrznym Mieście - Chicago

Subiektywny przewodnik po Wietrznym Mieście – Chicago

Święta ziemia Indian Navajo i Kanion Antylopy

Święta ziemia Indian Navajo i Kanion Antylopy

Czarne chmury nad polską dzielnicą w Chicago (Jackowo)

Czarne chmury nad polską dzielnicą w Chicago (Jackowo)

droga 12 usa

Dzikie parki narodowe i malownicza Droga 12