Co mnie zaskoczyło w Hiszpanii?

Hiszpania może nie jest egzotycznym krajem, ale i w tym zakątku świata wiele rzeczy może nas zdziwić. Ja swój pierwszy szok przeżyłam już na dzień dobry po wylądowaniu. Zobaczcie, co mnie zaskoczyło w Hiszpanii?

Kaloryfer? Ale po co?

Wyprowadzając się do Hiszpanii w styczniu, w mojej walizce znalazło się więcej letnich rzeczy, niż tych zimowych. Wiedziałam, że ta pora roku nie należy do najcieplejszych nawet w Hiszpanii, ale spodziewałam się wyższych temperatur. Na lotnisku okazało się, że jest zimno tak samo, jak w Polsce, a następnego dnia nawet prószył śnieg. Przeczekania zimy w miarę ciepłym kraju nie powiodło się, ale to jeszcze był mały problem.

Hiszpanie raczej nie mają zwyczaju montowania grzejników w domu, a nawet jak już takowy się pojawi to i tak go nie używają. Wcześniej coś o tym słyszałam, ale myślałam, że ktoś po prostu źle trafił i dlatego musiał spać w czapce i w dresie. Niestety to jest norma. Jako że przez większość czasu w Hiszpanii jest ciepło, nie opłaca się inwestować w kaloryfer, a same mieszkania do najcieplejszych nie należą.

W moim mieszkaniu był grzejnik, ale właścicielka co chwilę go zakręcała, więc odpuściłam walkę o trochę ciepła. Chociaż widziałam, że jej też było zimno. Spałam pod kołdrą i śpiworem do maja. Były momenty, że myślałam o czapce i rękawiczkach. Ze skarpetami się nie rozstawałam, a z wanny z gorącą wodą ciężko było wyjść. Co prawda latem cienkie i chłodne mury mieszkania są zbawienne i dzięki nim można przetrwać 40-stopniowe upały, ale zimą jest nieciekawie.

Piwo i marihuana na uczelni

Na początku semestru siedząc na stołówce, miałam wrażenie, że niektórzy piją piwo. Pomyślałam – nie przewidziałam się. W końcu to uczelnia, a tam obowiązuje zakaz spożywania alkoholu. Przynajmniej tak jest w Polsce. Następnie okazało się, że mam dobry wzrok i na uczelni można wypić sobie piwko nawet przed salą wykładową. Nikogo to nie dziwi. Myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy.

Później do zestawu doszło jeszcze zioło. Nie wyglądało to tak, że studenci chowali się po kątach i zaciągali się dymem. Normalnie leżeli sobie na trawie z piwkiem i popalali sobie marihuanę. Potem przyszedł czas imprez na kampusie. Nie mówię o terenach akademików, tylko miejsc z wydziałami uczelni. Zataczający się ludzie i mojito przed wejściem? Proszę bardzo. Głośna muzyka i tańczenie pogo? Jasne. Nie twierdzę, że narzekam, bo sama zakupiłam drinka, który nie należał do najsłabszych. Mimo wszystko widok pijanych ludzi (ale tak totalnie) na uczelni trochę mnie bawił, ale bardziej dziwił. W Polsce od razu byłoby głośno o takim studencie, a w Hiszpanii nie jest to nienormalne. Przyznaję, ta reguła mnie bardziej zaskoczyła, niż totalna Kamczatka w mieszkaniu.

Parkiet czynny od 3:00 w nocy

W Polsce do klubu na imprezę wychodzi się około północy. W Hiszpanii o tej porze dopiero zaczyna się before. No dobrze, może trochę wcześniej. W Hiszpanii przed północą, a nawet przed pierwszą nie ma co się pojawiać na parkiecie. Chyba że potrzebujecie trochę przestrzeni lub lubicie bawić się w pustym klubie. Dopiero około godziny trzeciej zaczynają schodzić się imprezowicze i lokal zaczyna żyć. Dzięki temu często trafiałyśmy na promocję. Kobiety, które przyjdą na imprezę do 1:30 nie muszą płacić za wstęp, a czasami i drinka dostaną gratis.

Piwo 0,3 l

Poza tym nie widziałam, aby Hiszpanie pili mocne alkohole. Raczej skupiają się na piwie i winie. Czasami repertuar rozszerzą o tequille. Zawsze jak spotykałyśmy się w polskim gronie na stół wjeżdżała wódka. Poza tym piwo normalnie jest podawane w butelkach 0,3 l. Pół litra jest nieco odstępstwem od normy i trzeba zaakcentować, że chcemy dostać duże piwo.

Hiszpanie nie są otwartą księgą

Pewnie nie raz słyszeliście, że ten naród jest bardzo otwarty i chętnie nawiązuje nowe kontakty. Nic bardziej mylnego. Hiszpanie faktycznie są głośni, imprezowanie mają we krwi, ale lubią się bawić głównie we własnym towarzystwie. Oczywiście dopuszczają do siebie nowych znajomych, ale dopiero po czasie. Zanim będą otwartą księgą trochę wody w rzece musi upłynąć. Po przyjeździe do Hiszpanii myślałam, że pierwsze osoby poznam właśnie na zajęciach, ale lokalsi w ogóle nie byli chętni do rozmowy. Trochę mnie to zdziwiło, ale na początku pomyślałam, że może akurat ze mną nie chcą rozmawiać. Nie chcieli z nikim.

Trzeba się uczyć

Jeżeli jesteśmy już w temacie uczenia się. Powszechnie uważa się, że poziom na uczelniach w Hiszpanii nie należy do najwyższych, a jak ktoś przyjeżdża z wymiany to już totalnie może leżeć i pachnieć. Nie nastawiałam się na żadne lepsze traktowanie z racji, że przyjechałam tutaj za granicy. Na miejscu okazało się, że poziom nauczania jest bardzo wysoki, a zasypywanie studentów licznymi pracami domowymi jest czymś normalnym.

W Polsce nie uczyłam się tyle, co w Madrycie i czasami marzyłam o taryfie ulgowej dla obcokrajowców. Pewnie jest to kwestia uczelni, ale u nas nie mogliśmy narzekać na brak rzetelnej wiedzy. Kolejnym moim zaskoczeniem i jednocześnie okropną demotywacją były na egzaminach punkty ujemne za nieprawidłowe odpowiedzi. To był mój koniec 🙂 Jeżeli, wyjeżdżacie na studia do Hiszpanii weźcie pod uwagę, że luzu może nie być.

Z jedzeniem różnie bywa

Nigdy nie zapomnę smaku i widoku mięsa zakupionego w Mercadonie (hiszpański market). Myślę, że to, co kupiłam pod nazwą kurczak, nawet nie leżało koło kury. I ten dziwny zapach. Przy najbliższych odwiedzinach rodziny prosiłam o porcję normalnego mięsa prosto z Polski, serio 😀

Chleb podobnie nie nadawał się do spożycia. Kiedyś po trzech miesiącach w szafce znalazłam resztkę pieczywa. Spodziewałam się pleśni i innych lokatorów, ale chleb był w stanie nienaruszonym. Chociaż największe obrzydzenie brało mnie na widok białego, tostowego, napompowanego chleba. Ten prawie metrowy bochenek sprzedawany był za niecałe 1 euro.

Podobnie było z owocami. Wydawałoby się, że Hiszpania to raj dla świeżych owoców i solidnej dawki witamin. Przez przypadek zrobiłam eksperyment. Kupiłam jabłko i pomarańczę i wyrzuciłam je dopiero po trzech miesiącach przed wyjazdem. Owoce były tak samo twarde i błyszczące jak w dzień zakupu.

Woda wysusza skórę

W Hiszpanii wodę spokojnie można pić z kranu. Pewnie smak nie wszędzie jest taki sam i czasami można poczuć nutkę chloru. Ogólnie nic Wam nie będzie, jak zaserwujecie sobie szklankę wody z kranu. O wiele gorzej sprawa ma się z włosami z tego względu, że ichniejsza woda bardzo wysusza skórę. Różnicę widać już po kilku dniach. Nawilżanie i stosowanie odżywki powinno wejść Wam w krew;)

Czerwone światło? No to idziemy!

Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że w Hiszpanii można przechodzić na czerwonym świetle. Nikt za to nie każe mandatem. Oczywiście na własną odpowiedzialność, ale nie trzeba czekać na chodniku na magiczny zielony kolor. Bardzo mi się to podobało i ciężko w Polce było mi się przestawić na oczekiwanie na zielone.

Jeśli planujecie wakacje w Hiszpanii i nie macie czasu, aby zorganizować wycieczki lub nie wiecie jak się do tego zabrać – zajrzyjcie do zakładki „organizacja podróży do Hiszpanii„.

Wyrzucanie słów z prędkością światła

Wiedziałam, że Hiszpanie mówią szybko i niewyraźnie, ale nie spodziewałam się, że aż tak. Co najlepsze, mieszkałam w Madrycie, a nie na południu kraju gdzie ucinanie końcówek jest czymś naturalnym. Przeżyłam szok i ciężko było pogodzić mi się z faktem, że chyba nie umiem hiszpańskiego na tyle co zakładałam. Później, kiedy nie byłam pewna odmiany czasowników sama mówiłam z prędkością światła, aby nikt nie zauważył moich błędów gramatycznych. Odpocząć mogłam rozmawiając z ludźmi z Ameryki Południowej. Oni naprawdę mówią wolno i wyraźnie  i nie trzeba skupiać się na zrozumieniu każdego słowa.

Brudno? To musi być dobra knajpa

Jeszcze zanim zamieszkałam w Hiszpanii przeżyłam mały szok w knajpie. Poszliśmy do słynnego „El Tigre”, gdzie wykałaczki i chusteczki rzuca się na podłogę. Im bardziej brodzisz w śmieciach, tym lepszy bar. Uznaniem dla kucharza jest właśnie wyrzucenie chusteczek na podłogę. Może w innych knajpach nie było, aż tylu resztek na podłodze, ale nadal czysto nie było. Pamiętam szok Rafała, kiedy na stołówce student podszedł do stolika, wyrzucił resztki jedzenia na podłogę, aby zrobić sobie miejsce na stole. U nas coś takiego nie miałoby racji bytu, a tam jest to chleb powszedni. Po czasie nawet nie zauważałam syfu na podłodze.

Dziwne zdrobnienia imion

Wiedzieliście, że zdrobnienie od imienia Dolores to Lola, albo że Francisco to Paco? Ale skąd pomysł, żeby imię Jose zdrobnić na Pepe? Imię Ignacio zdrobnione na Nacho również należy do moich faworytów.

Myślę, że spokojnie można jeszcze więcej dziwactw znaleźć. Co kraj to obyczaj, ale niektóre różnice potrafią być naprawdę szokujące. Napiszcie, co jeszcze warto dodać do listy, na pewno coś się znajdzie;)

You May Also Like

Nieoczywiste atrakcje w Madrycie

najlepsze podróże w 2017 roku dolina monumentów

Najlepsze podróże w 2017 roku

Kilka sposobów jak uciec z Madrytu na jeden dzień

Moje najgorsze i najlepsze doświadczenia w hostelach

Moje najgorsze i najlepsze doświadczenia w hostelach