Deer House – domek na drzewie pięć metrów nad ziemią

W dzieciństwie marzyłam o domku na drzewie, takim jak w amerykańskich filmach. Wystarczyło poczekać jakieś 20 lat, aby spełnić to marzenie. Spędziliśmy dwa dni na drzewach w Deer House, pięć metrów nad ziemią. Co najbardziej mnie urzekło w tym miejscu? To, że domek nie jest zbudowany na żadnych, wysokich palach, tylko naprawdę jest zawieszony na drzewie. Żadna jego część nie dotyka ziemi. To oczywiście wiązało się też z tym, że przy wietrze lekko się kołysał i skrzypiał. Wszystkie niedogodności wynagrodził nam czas spędzony w koronach drzew, na łonie natury, gdzieś na odludziu. Zobaczcie, jak wygląda prawdziwy domek na drzewie.

Noc w domku na drzewie

Właściciel uprzedził nas na dzień dobry, że musimy się przygotować na lekki survival. W domku na drzewie nie ma prądu. Możemy go oświetlić za pomocą świec i lampionów. Czołówki są też bardzo pomocne.

Żeby się ogrzać, trzeba napalić w kominku. Aby się wykąpać, trzeba przejść mostkiem na drugie drzewo i jeszcze przynieść sobie wodę w baniaku. Toaleta z kolei znajduje się “na ziemi”, a drzwi do niej są przeszklone, aby mieć jeszcze lepszy kontakt z naturą. No i trzeba wdrapać się po drabince na pięć metrów nad ziemią.

Jeśli ktoś potrzebuje więcej wrażeń, to domek ma jeszcze jedno piętro – 9 metrów nad ziemią. Ta przestrzeń ma swój urok, ponieważ cały “pokój” jest przeszklony. Chętni mogą wejść na dach 🙂 Dużym plusem tego miejsca jest to, że znajduje się na odludziu. Teoretycznie przy wejściu dostępna jest droga leśna, którą przejedzie samochód, ale przez 2 dni spotkaliśmy tylko jednego grzybiarza.

Kiedy jechać do domku na drzewie?

Spędziliśmy tutaj dwa, listopadowe dni. Na pewno przy niskich temperaturach siedzenie przy kominku i wygrzewanie się w saunie jest klimatyczne. Z kolei latem dzień jest dłuższy i zdecydowanie jest cieplej w środku i na zewnątrz, więc może być przyjemniej. Mnie ten chłód czasami męczył, ale z drugiej strony fajnie zasypiało się przy kominku. Z drugiej strony chętnie poleżałabym w hamaku na słońcu i posiedziała na tarasie.

Co robić w domku na drzewie?

Mieliśmy wrażenie, że nasz dzień początkowo składał się z poszukiwania suchego drewna, aby napalić w kominku i rozpalić saunę. A właśnie, pięć metrów nad ziemią znajduje się nie tylko domek, ale i sauna zawieszona w koronach drzew. Z kolei “na dole” możemy skorzystać z balii. Przyznaje, że to było fajne doświadczenie, siedzieć w saunie, ale na drzewie. Trzeba się tylko liczyć z tym, że konstrukcja trochę się rusza 🙂 Ja sobie pomyślałam, że niecodziennym rozwiązaniem byłaby huśtawka na wysokości 😉

Druga część dnia składała się z przygotowywania jedzenia na grilla. Nie mogliśmy sobie odpuścić grillowania na wysokości. Polecam przygotować wszystko, zanim zajdzie słońce, ponieważ w świetle świec, latarek może być to utrudnione zadanie. Poza tym postawiliśmy na siedzenie, leżenie, czytanie książki, a ja przy okazji obserwowałam kołyszące się drzewa zza okna. Momentami już sama nie wiedziałam, czy to drzewa się bujają, czy może nasz domek. Wielkie, przeszklone okna to duży atut domku na drzewie, ponieważ mamy jeszcze bliższy kontakt z naturą.

W okolicy znajduje się Kozłowiecki Park Narodowy i Winnica Sienkiewicz. My postanowiliśmy spędzić cały czas w domku, a po wykwaterowaniu, pojechaliśmy do Kazimierza Dolnego, który oddalony jest od Deer House o 45 km. Domek na drzewie znajduje się 45 minut od Lublina i niecałe 2 godziny od Warszawy.

Co spakować do domku na drzewie?

Na pewno warto spakować powerbank, latarki, czołówki i ewentualnie podgrzewacze. Jeśli przyjedziecie w chłodniejsze miesiące, to przyda się bielizna termiczna i ciepłe ubrania. Myśleliśmy, żeby wziąć rowery, ale były na miejscu. Nie skorzystaliśmy, ale w okolicy jest kilka tras rowerowych. W domku na drzewie nie ma lodówki, tylko otwór w ziemi z wkładami na napoje. Z pewnością przyda się w cieplejsze dni. Zakupy zrobicie w okolicznej wiosce – w Lewiatanie znajdziecie wszystko, co niezbędne. No i do tego warto wziąć stos książek 😉

Deer House to klimatyczny domek na drzewie, ale warto mieć na uwadze, że życie w nim to jest w pewnym sensie survival. Przez to, że nie ma prądu, wody w kranie, a naczynia często myje się w zimnej wodzie, to nie każdemu może się tu podobać. Mimo wszystko, uwielbiam takie nietypowe miejsca nawet, jeśli najpierw trzeba zawalczyć o ciepło w środku, a w nocy czytać książkę przy świetle świec.

You May Also Like

LisiLas – drewniana chatka w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego

Gołdap na weekend – atrakcje stolicy Mazur Garbatych

Szlak Połamanych Semaforów na Mazurach: opuszczone mosty kolejowe

Okolice wulkanu La Arenal – nocleg w dżungli w drewnianym namiocie